Osłona

Autor: 
Ocena: 
4
Average: 4 (1 vote)

Wszystko zaczęło się od nagrania, które przedstawiało dziewczynkę o długich, czarnych włosach, gramolącą się ze studni i zbliżającą w stronę kamery. Ten, kto je obejrzał, po upływie tygodnia doświadczał wizyty wychodzącej z telewizora dziewczynki i nie było to miłe spotkanie.

Japończycy zrobili o tym film. A potem drugi. Amerykanie zwietrzyli kuszący zapach dolara i postanowili nakręcić to samo, tylko po swojemu. Obie wersje cieszyły się ogromną popularnością.

Niewielu wiedziało, że prócz nagrania spreparowanego na potrzeby filmu istniało też podobne – prawdziwe. Nie upłynął miesiąc od wrzucenia go do sieci, gdy świat radykalnie się zmienił. Zawładnęły nim demony.

Monika rozwieszała właśnie pranie na suszarce, gdy znów to usłyszała. Krople wody zbierały się w kącie sufitu w kuchni, dźwięk kapania docierał do kobiety przez otwarte drzwi łazienki.

Westchnęła, a było w tym więcej irytacji niż strachu.

– Nie teraz, suko – warknęła. – Dałabyś chociaż skończyć.

Kapanie stawało się coraz głośniejsze, krople spadały gęsto. Monika wybiegła z ciasnej, pogrążonej w półmroku łazienki, potykając się po drodze o pustą już miskę na pranie. Przewróciłaby się, ale w porę złapała za krawędź wanny, unikając bolesnego kontaktu z podłogą. Straciła jednak cenne sekundy.

Teraz naprawdę się wystraszyła. Wychodząca z kuchennego sufitu kobieta z ociekającymi brudną wodą gęstymi, czarnymi włosami właściwie jej spowszedniała, choć oczywiście niosła śmiertelne zagrożenie. Monika radziła sobie z nią, głównie dlatego, że mijało trochę czasu od dość głośnego kapania do pojawienia się demona. Tego dnia zimna panika ścisnęła jej serce, gdy uzmysłowiła sobie, że przez niefortunne potknięcie może nie zdążyć dobiec do strefy bezpieczeństwa.

Wypadła na korytarz i zerknęła w lewo, w stronę kuchni, przerażona tym, co ujrzała. Demoniczne babsko już tam było i choć jej twarz pozostawała niewidoczna zza zasłony czarnych włosów, Monika wiedziała, że patrzy wprost na nią.

Po prawej, w zasięgu jej ręki, znajdowało się wyjście na klatkę schodową, jednak uciekać z mieszkania znaczyło tyle, co odwlec bolesną śmierć raptem o kilka chwil. Nie uciekła na klatkę. Podążyła w stronę sypialni.

Czemu, do cholery, zamknęła drzwi?! Chwyciła za klamkę, jednak owładnięta grozą zamiast pociągnąć drzwi do siebie, naparła na nie z całych sił.

Demon opadł na plecy, robiąc mostek. Coś, co w poprzednim życiu było kobietą, otworzyło usta pełne gnijących zębów i wydało z siebie przeciągły skrzek. Słysząc ten dźwięk, Monice przypomniał się młody kot, którego przygarnęła w dzieciństwie. Pewnego dnia na jej oczach najechała na niego furgonetka z lodami. Podbiegła do kociaka, zalewając się łzami, a on otworzył pyszczek, wypuścił z niego krwawą bańkę i wydał ostatni w życiu odgłos, będący niepozorną wersją tego, co aktualnie serwował jej potwór z kuchni.

W końcu pociągnęła drzwi, wyrzucając sobie głośno głupotę. Zaryzykowała życiem, by skończyć rozwieszać pranie. A przecież złożyła samej sobie obietnicę, że nie podzieli losu setek dusz, które codziennie ginęły; dla widzów wieczornych serwisów informacyjnych stały się z czasem zwykłą statystyką.

Zimna dłoń omal nie chwyciła jej za odsłoniętą łydkę. Monika pisnęła i skoczyła w głąb pokoju. Stwór niezdarnie próbował wślizgnąć się za nią, jednak ona już zebrała się do kolejnego skoku, w stronę niepościelonego łóżka.

W świecie pełnym demonów nikt nie ścielił łóżek.

Zanurkowała pod kołdrę i zrobiła zasłonę na nogi.

Po kilku sekundach dotarło do niej, jak mało brakowało, by... Wzięła głęboki oddech, po czym zaniosła się płaczem ulgi.

Bus zatrzymał się przy studni na rynku małego miasteczka. Kierowca trąbił jeszcze przez chwilę, po czym rozejrzał się uważnie na boki. Z okien otaczających rynek kamieniczek wyglądali ostrożnie mieszkańcy.

– Co pan sprzedajesz? – zawołał jeden.

– Kołdry – odparł kierowca, wychodząc na zewnątrz.

Jesienne słońce wypełzło zza chmur i przyjemnie ogrzewało mu twarz. Zaczął rozstawiać stoisko.

Ludzie schodzili się do niego, stopniowo pozbywając się napięcia.

– ...panie, ja próbowałam z kocem, ale to za cienkie, ja nie wiem...

– Ja raz prawie osłony zapomniałem, mały drań wlazł pod spód i użarł mnie w nogę...

– Patrzy pani, jaka duża, cała rodzina się schroni! Prawie jak namiot! A jaka ciepła... Tylko dwieście złotych!

– A ta, czemu taka droga?

– Łatwiej się składa, cienka, ale skuteczna. Można ją brać do pracy w dołączonym pokrowcu, ale w domu też się spisze.

– OK. Biorę.

Demony. Wychodzą ze ścian, z wody w wannie czy też z kłębów włosów zbierających się znikąd w kącie pokoju. Nie da się ich zabić ani nawet zranić. Sieją grozę i zbierają krwawe żniwo.

A jednak nie zdołały wytrzebić ludzkości, mimo że zagnieździły się niemal wszędzie. Wszystko dzięki mocy osłony na potwory. Będący spadkiem po okresie dzieciństwa instynkt ocalił ludzkość.

Nie zniszczą naszego świata. Co najwyżej go zmienią.

Wszystko dlatego, że chroni nas kołdra.