Gra

Ocena: 
9
Average: 9 (1 vote)

Rozsiedli się przy okrągłym stole. Rzucali wyzywające spojrzenia. Uśmiechali się zaczepnie. Jak na komendę wyciągnęli spod krzeseł po puszce piwa. Pociągnęli soczyście złotego płynu. Następnie beknęli jeden za drugim. Można rzec, że równie soczyście.

Czy właśnie tak wyglądają ludzie, którzy nie mają nic do stracenia?

Do sali wkroczyła ciemna, zakapturzona postać. Pstryknięciem kościstych palców przywołała z nicości blaszany wieszak, na którym powiesiła kosę. Chwiejnym krokiem podeszła do stołu, racząc się tysiącletnią whisky z wielkiej butelki. Zanim przemówiła, na środku stołu pojawił się koszyk z purpurowymi kulkami.

– Dzień dobry – zaklekotała niczym bocian. – Nie było trudno znaleźć głupią, niemoralną, zarozumiałą, acz odważną dwunastkę Ziemian. Choć podobno głupota i odwaga to często ptaszki wywodzące się z jednego gniazda, co?

Zebrani zerknęli po sobie i ponownie zwrócili wzrok na istotę w czerni.

– Nieważne – zawyrokowała i pociągnęła z butli po raz drugi. – Słuchajcie! Sama Śmierć zebrała was, byście ku jej uciesze mogli zginąć!

Nikt nawet nie drgnął, mimo to w sali rozległy się brawa.

– Dziękuję. Zabawa polega na wyobrażeniu sobie i zapisaniu na kartce najbardziej fantazyjnego sposobu utraty życia. Zapiskom zostaną przyporządkowane liczby. Jeden za drugim będziecie losować i ginąć. Wszystko jasne? To bazgrać!

Śmierć krążyła wokół stołu, podglądając. Za wyłapane błędy raziła prądem, bądź podduszała. W końcu straciła cierpliwość i zmiotła z blatu puszki. Zabolało zdecydowanie bardziej.

Potem, jak rzekła, jeden za drugim wyciągali kulki z wygrawerowanymi numerami. Później odchodzili od stołu, by posłuchać, co im wyśpiewał los.

Były utonięcia, harakiri, odrywanie członków, powolne wykrwawienia, spłonięcia i uduszenia. Śmierć popłakałaby się ze śmiechu. Niestety, obce były jej łzy. Uwielbiała za to zapach krwi, zwęglonego ciała i skowyt uciekających w popłochu dusz. Kosa z zazdrości aż zaczęła rdzewieć.

Ostatnią w kolejce była kobieta. Wyminęła powoli trupy i stanęła przed kostuchą.

– Numer proszę – zaklekotała, poprawiając kaptur.

Na kulce widniała połyskująca złotem jedynka. Śmierć poczuła niepokój. Wyciągnęła ostatnią kartkę i pstryknęła paliczkami. Po radości nie został nawet ślad. Cała dyszała gniewem.  W sali pojawiły się drzwi. Kobieta, połknąwszy co trzeba, wybiegła z pomieszczenia. Znalazła się na rozległej łące. Był maj.

Tymczasem wściekła kostucha zrobiła z pozostałych zwłok miazgę. To uspokoiło ją trochę. Weszła na stół. Zapaliła cygaro.

– Czy to kolejny raz ślepa wiara gra mi na kostkach, czy jednak nie każdy głupiec jest głupi? – Śmierć pociągnęła z butli po raz trzeci.

Kartka z opisem stosowania tabletek antykoncepcyjnych zniknęła w płomieniach.