Szamańskie tango – Aneta Jadowska

Witkacy idzie w tango

Anna Szumacher

Pamiętacie Witkacego, człowieka, którego jedynym problemem był fakt, że nie ogarniał rzeczywistości i, by nie zostać przestępcą, zatrudnił się w toruńskiej policji? Tego samego, który zaprzyjaźnił się z Dorą Wilk, odkrył, że jest szamanem, a tylko nieco później – także ojcem? Cóż, jego problemy właśnie dorwały się do apteczki ze sterydami. Ratuj się, kto może!

Jeśli Piotr Duszyński, zwany Witkacym, myślał, że po pierwszym tomie będzie już z górki, to autorka cyklu szybko wyprowadziła go z błędu. O nie, chłopie – powiedziała – ja się dopiero rozkręcam, a ty lepiej trzymaj mocno kapelusz, bo nadchodzi sztorm. W porównaniu z „Szamańskim bluesem” w „Szamańskim tangu” wszystkiego jest więcej. Klimatu, kłopotów, wielowarstwowych kwestii międzyludzkich, szamańskich Zaświatów i rytuałów z nimi związanych oraz akcji. Naprawdę dużo akcji. Dzięki temu w ręce czytelników trafia prawdopodobnie najlepsza książka Jadowskiej, jaką napisała do tej pory.

Witkacy tym razem musi stanąć na wysokości zadania nie tylko jako szaman ratujący miasto przed plagą duchów i dziwacznych widm, ale także jako człowiek obarczony codziennymi, całkiem przeciętnymi obowiązkami. W policji atmosfera raczej grobowa, a i praca szamana nie do końca wiąże się z regularnymi składkami do ZUS-u i ubezpieczeniem zdrowotnym. Do tego wychowanie nastoletniej córki okazuje się bardziej problematyczne, niż mogłoby się wydawać. Szczególnie, gdy wspomniana przejawia talent do ściągania na siebie i otoczenie sporych kłopotów. Do tego Witkacy i Przedwieczni – ci sami, którzy chcą go oskórować, ugotować i rzucić na pożarcie temu, co będzie akurat w pobliżu – wchodzą na bardzo prywatną i pełną wzajemnej niechęci ścieżkę wojenną. No i jest jeszcze Sęp, chodzący chaos. Prawdziwą wisienką na torcie okazuje się jednak Wędrowiec, postać przekraczająca granice w każdym tego słowa znaczeniu. Myślę, że gdyby mógł oceniać, taka wizja jego kariery w Zaświatach przypadłaby mu do gustu.

Można mówić, że Jadowska nie jest Hemingwayem, ale z drugiej strony przez niego nigdy nie byłam tak bliska zderzenia z latarnią. Z „Szamańskim tangiem” jest taki problem, że nie należy go czytać, jeśli człowiek naprawdę nie ma kilku godzin bez przerwy na lekturę. W moim przypadku skończyło się na tym, że Witkacy towarzyszył mi przy myciu zębów i śniadaniu, na klatce schodowej oraz podczas marszu po chodnikach i parkowych ścieżkach. Więc w sumie powinnam być wdzięczna, że ruch samochodowy w mojej dzielnicy nie należy do największych, a drzewa i latarnie w większości znajdują się z boku ciągów komunikacyjnych dla pieszych. „Szamańskie tango” kompletnie rozbiło mi dzień pracy. Tak, przeczytałam całe w ciągu jednego dnia. Gdybym była autorką książki, czułabym się takim zachowaniem oburzona. To jak, ja się męczę, pół roku klepię znaki, nie dosypiam, wydaję majątek na zieloną herbatę, a tu przychodzi jakaś baba i czterysta stron w jeden dzień? Skandal! No cóż, Aneto, wybacz. I jeszcze jedno – wyskakuj z kolejnego tomu!

Gdzie Jadowska, tam i Babińska, więc właściwie nie jest zaskoczeniem, że Szamańską Serię zilustrowała właśnie Magdalena Babińska. Katia i As w wersji graficznej wypadają wyśmienicie (uwielbiam postaci drugoplanowe u tej autorki, czasami o wiele bardziej niż te główne…), a i ilustrowana przeprawa Witkacego przez Zaświaty nie pozostawia wiele do życzenia. Na koniec mogę tylko powtórzyć, że „Szamańskie tango” uważam za najlepszą książkę Anety Jadowskiej. To oznacza, że jako pisarka wciąż się rozwija, a wykreowane przez nią historie stają się pełniejsze i ciekawsze. A to w sumie chyba dla każdego twórcy najważniejsze.



Tytuł: Szamańskie tango
Autor: Aneta Jadowska
Wydawca: Fabryka Słów
Data wydania: 13 września 2017
Liczba stron: 392
ISBN: 9788379642564