Izabella Frączyk „Spalone mosty”

Bajeczka dla grzecznych dziewczynek


Jagoda Wochlik


Izabella Frączyk to autorka poczytnych powieści obyczajowych dla kobiet. Na swoim koncie ma już kilka bestsellerów, jak choćby „Koniec świata” czy „Dziś jak kiedyś”. „Spalone mosty” to drugi tom trylogii „Stajnia w Pieńkach”, która opowiada o losach trzydziestoletniej Magdy.


Początkowe strony powieści przypominają nam perypetie bohaterki z poprzedniego tomu. W skrócie: Magda dziedziczy stajnię po babci. Ni z tego, ni z owego, zamiast ją sprzedać, postanawia ratować podupadający majątek. W międzyczasie zdradza ją mąż, zatem nie ma się już na co oglądać. Pakuje manatki i wyprowadza się na wieś, aby prowadzić stadninę, hodować kozy i strusie oraz romansować z kim popadnie.

W drugim tomie trylogii Magda robi w zasadzie niewiele więcej. To naprawia jakieś zabudowania gospodarskie, to dokupuje kolejne strusie, to urządza wycieczki dla dzieci z miejscowego przedszkola. W międzyczasie stara się unikać żonatego weterynarza, z którym w chwili słabości się przespała, poznaje urzędnika państwowego, próbuje jakoś ułożyć sobie stosunki z bratem właściciela miejscowego hotelu, który po pijaku niechcący ją obmacywał. I bierze rozwód.


Z jednej strony „Spalone mosty” płyną wytyczonym przez „Koncert cudzych życzeń” nurtem. Język jest więc bardzo prosty, pełen potocznych wyrażeń, które jednak nie rażą już tak bardzo, jak w przypadku „Koncertu”. Dzieje się sporo, lecz w gruncie rzeczy jest błaho: autorka nie zatrzymuje się na dłużej przy żadnym wydarzeniu – bez różnicy, czy chodzi o znalezienie w nieużywanych budynkach gospodarczych starego, zabytkowego chevroleta, odnalezienie w domu Magdy rzeczy jednej z zabitych na terenie stadniny kobiet, czy też o ujawnienie tożsamości mordercy. Tak jak w przypadku pierwszego tomu, wokół bohaterki kręci się bardzo dużo mężczyzn (przecież żadna powieść obyczajowa nie może się bez tego obejść!).


Przyznać jednak należy, iż poziom infantylizmu wydaje się nieco niższy niż w przypadku „Koncertu”. Nawet pomimo takich scen jak wspomniany wcześniej chevrolet (no co, przecież ludzie różne rzeczy odnajdują w garażach i na strychach, prawda?) czy moja faworytka – scena, w której Marek wpada się pożegnać przed wyjazdem, bo jego ojciec właśnie leży w szpitalu, w bardzo ciężkim stanie. No jasne, bo kiedy poważnie zachoruje ci rodzic, najpierw jedziesz się grzecznie pożegnać z poznaną dzień wcześniej, w gruncie rzeczy, obcą babką, zamiast natychmiast gnać do szpitala, przecież to oczywiste!


Powieść wydaje się spełniać swoje zadanie. Jest odrealniona na tyle, by można spokojnie przymknąć na oko na wszystkie niedociągnięcia i niedoróbki. Mamy za to dzielną bohaterkę, która daje sobie radę ze wszystkimi przeciwnościami losu. A na dodatek przyciąga facetów, bo oczywiście natura nie znosi próżni i żadna samotna babka nie zostaje długo sama. Zwłaszcza taka, która ma stajnię i zabytkowego chevroleta. Każda kobieta chciałaby być Magdą.


„Spalone mosty” mają więc wszystkie cechy współczesnej powieści obyczajowej dla kobiet. Napisane są prosto, bez zbędnych komplikacji. I choć całą „Stajnię w Pieńkach” można by spokojnie zmieścić w jednym tomie, to rozbito ją na trzy, tak, by każdy można było przeczytać w dwa lub trzy wieczory, by zmęczona mama, która niemal nie pamięta, jak się nazywa, gdy położy już dzieci spać, mogła się trochę odprężyć. „Spalone mosty” to zdecydowanie lektura dla niewymagających. Kobiet. Niewymagających kobiet, niestety.


Tytuł: Spalone mosty

Autor: Izabella Frączyk

Wydawca: Prószyński i S-ka

Data wydania: lipiec 2017

Liczba stron: 288

ISBN 9788380971790