Dwie karty – Agnieszka Hałas

W poszukiwaniu zaginionej tożsamości

Magdalena Makówka

„Dwie karty” po raz pierwszy ukazały się nakładem wydawnictwa Ifryt w 2011 roku. W międzyczasie Agnieszka Hałas wydała jeszcze kilka książek, w tym dobrze przyjętą „Olgę i osty”. Teraz zaś wydawnictwo Rebis postanowiło wznowić pierwszy tom cyklu „Teatr Węży”. Czy warto sięgnąć po tę publikację, czy też jest to jedynie odgrzewany kotlet, który można sobie z czystym sumieniem darować?

Pewnego dnia na plaży w Shan Vaola pojawia się tajemniczy mężczyzna z bliznami na twarzy. Nie wie, kim jest, skąd pochodzi i w jaki sposób znalazł się w tych stronach. Na swojej drodze spotyka trójkę odmieńców, którzy wprowadzają go do podziemi miasta, gdzie toczy się alternatywne życie. Nasz bohater w końcu przypomina sobie, że nazywa się Brune Keare. Jak się okazuje, posiada niebezpieczny dar i jest prawdopodobnie czarnym magiem, których bezwzględnie tępią sprawujący władzę w mieście srebrni magowie. Teraz Brune będzie musiał ułożyć sobie życie, nie dać się złapać, nie podpaść za bardzo miejscowemu hersztowi, poradzić sobie z demonami, a do tego odkryć prawdę o własnej tożsamości.

Agnieszka Hałas nie wrzuca nas od razu w środek fabuły, lecz zaczyna swą powieść od prologu wyjaśniającego reguły rządzące światem przedstawionym. Taki wstęp może zapowiadać dość typowe fantasy, którego lektura okaże się stratą czasu. Na szczęście czytelnika czeka miła niespodzianka, gdyż „Dwóm kartom” daleko do sztampy. Pierwszą cechą wyróżniającą prozę Hałas są bohaterowie. W pierwszym tomie „Teatru Węży” nie spotkamy wielu arystokratów i wybrańców, których czyny zmieniają losy świata. Zamiast nich na kartach powieści odnajdziemy odmieńców, wyrzutków ze społeczeństwa czy sieroty. Wszyscy żyją w półświatku, często na krawędzi prawa, starając się nie wchodzić w drogę innym. Do takiego środowiska wpada Brune, o którym na początku lektury nie wiemy nic. Ba, on sam długo nie zna swego imienia. Wraz z rozwojem fabuły dowiadujemy się o nim coraz więcej. Ponadto mamy całą plejadę bohaterów drugoplanowych, którzy także zapadają w pamięć, nawet jeśli pojawiają się tylko na kilku stronach. Bez wątpienia to właśnie dobrze napisane, wyraziste postaci są główną zaletą powieści.

Na okładce umieszczono nazwisko Wegnera jako zachętę do sięgnięcia po książkę. Paradoksalnie taka rekomendacja może jednak spowodować rozczarowanie części czytelników. Styl pisania Agnieszki Hałas znacznie różni się od tego znanego fanom „Opowieści z meekhańskiego pogranicza”. Fabuła rozwija się znacznie wolniej, nie ma tu efektownych bitew czy chociażby odrobiny patosu. Sama opowieść jest bardziej kameralna. Akcja zaś nie pędzi do przodu na łeb na szyje, dzięki czemu możemy lepiej poznać bohaterów. Nie znaczy to, że podczas lektury czeka nas nuda. Chociaż sama fabuła rozwija się spokojnie, to w powieści nie ma dłużyzn.

Ciekawy jest także opisany w „Dwóch kartach” system magii, który wyklucza czarnych magów. Początkowo wydaje się, że są oni okrutnikami, których należy tępić. Z kolejnymi stronami przekonujemy się jednak, iż sprawa nie jest tak prosta, zaś srebrni magowie nie są tak szlachetni, jak mogłoby się wydawać. Do tego mamy jeszcze demony, które w swych pragnieniach i wojenkach są zupełnie ludzkie. Szkoda tylko, że nie poświęcono im więcej miejsca. Brakowało mi zwłaszcza wyjaśnienia, skąd u nich takie, a nie inne sojusze.

Odpowiadając na pytanie zadane we wstępie, mogę stwierdzić, że po książkę Hałas z pewnością warto sięgnąć. Jest to dobra opowieść fantasy, w której nie uświadczymy infantylnych bohaterów i do bólu przewidywalnej fabuły. To doskonała zachęta do sięgnięcia po kolejne tomy cyklu „Teatr Węży”.

Tytuł: Dwie karty
Autor: Agnieszka Hałas
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 2017
Liczba stron: 370
ISBN: 9738-83-8062-142-8