E-booki w czasach postapokalipsy

Ocena: 
0
Brak głosów

– Kręć, kręć. Jeszcze dziesięć minut. – Patrzył na nogi koleżanki. Chyba nigdy dotąd bibliotekarze nie pracowali tyle udami i łydkami. Niestety, Rada nie przyznała im żadnego robotnika i musieli pedałować sami. „Wpisz hasło”. Z westchnieniem odłożył czytnik na stertę. Nie mieli czasu ani umiejętności, by łamać zabezpieczenia.

 Wziął następne urządzenie i podłączył je do dynama. Ekran rozjaśnił się niemal natychmiast. Właściciel: Zuzanna Złoto”. Szybko dotknął ikony „Książki”. Trzeba było się śpieszyć, bo czytniki często padały. No i Aśka prawie padała. „Brak dostępu do chmury”, jak zwykle...

– Jeszcze chwila. Sprawdzę te dwa i cię zmieniam.

– Spoko, daję radę. Uwierzysz, że kiedyś ludzie robili to dla przyjemności? Nazywało się to to „spinning”.

– Spinning to chyba coś z wędkowaniem?

– Nie wiem. O spinningu czytałam w pamiętniku jednej panienki. Miała dwie pasje, spinning właśnie i ostre imprezy. Sporo seksu. Chyba dlatego nie trzymała pamiętnika w chmurze…

– Cytaty były?

– Tak. Szymborska i Barańczak.

Z kolejnego czytnika dowiedział się tylko, że jego właścicielem był Bonawentura Ściółka. Ekran zgasł, nim dotarł do książek. Grat wylądował na stercie „zepsute”.

Zniechęcony sięgnął po ostatnie urządzenie. Zgodnie z zasadą bajki teraz powinien coś znaleźć. I znalazł. Karolina Kowalska miała pirackiego „Mistrza i Małgorzatę”. Oraz „Dzieci z Bullerbyn”.

Pociągnął za sznurek dzwonka. Za chwilę przyjdzie skryba z pulpitem i zestawem ręcznie robionych ołówków. Na szarym papierze zacznie przepisywać, strona po stronie, tekst z ekranu. A oni będą pedałować i pedałować. Cholerny „Kyś”.