Avengers. Czas się Kończy, tom 1 – Jonathan Hickman i inni

Podzielmy się na grupy

Maciej Rybicki

Przy okazji recenzowania ostatnich tomów „Avengers” i „New Avengers” pióra Jonathana Hickmana wspominałem, że wyraźnie widać wzloty i spadki formy amerykańskiego scenarzysty. Choć wspomniane albumy można uznać za całkiem udane (szczególnie skupiony na relacjach interpersonalnych „New Avengers”), czuć jednak, że epicka saga zaczyna jakby tracić impet. Po efektownym akcencie w postaci „Nieskończoności” i ponownym rozstawieniu postaci na fabularnej szachownicy przyszedł najwyższy czas na pozbieranie splecionych już wątków na drodze do wielkiego finału, jakim będą „Tajne Wojny” (czy jakkolwiek „Secret Wars” zostaną nazwane w polskim tłumaczeniu). Przed nami pierwszy z czterech tomów historii – „Czas się kończy”.

Na wstępie warto wspomnieć, że pod tym tytułem wydane zostały zbiorczo zeszyty  zamykające run Hickmana w obu pisanych przez niego seriach. Na tym etapie fabuła „Avengers” i „New Avengers” przeplata się tak ściśle, że czytanie ich w oderwaniu od siebie zupełnie mija się z celem. Wszystko zaczyna się w sumie niewinnie: grupy starające się opanować sytuację związaną z zagrażającymi Ziemi-616 inkursjami zdają sobie sprawę, że mają coraz mniej czasu, by poradzić sobie z nadchodzącym niebezpieczeństwem. Hickman gra tu dość typowym schematem fabularnym – zamiast do konsolidacji sił sytuacja prowadzi do antagonizacji grup herosów. Poszczególne frakcje (Avengers wraz z S.H.I.E.L.D, Iluminaci, Koteria itd.) skupiają się więc coraz bardziej na sobie, zamiast na wspólnym szukaniu rozwiązania. Na wierzch wychodzą wzajemne uprzedzenia, konsekwencje głęboko skrywanych sekretów i braku zaufania. W efekcie możemy odnieść wrażenie, że Hickman buduje scenę przed klasycznym już dla współczesnego Marvela napuszczeniem jednej grupy herosów na drugą. Taki kierunek rozwoju wydarzeń zdaje się zresztą potwierdzać choćby zamieszczona pod koniec albumu okładka drugiego tomu. Cieszy coraz silniejsze akcentowanie roli małżeństwa Richardsów, a także pociągnięcie wątków AIM, Dooma, T’Challi i Odinsona. W interesujący sposób pokazany został także Steve Rogers.

Warstwa graficzna albumu jest bardzo zróżnicowana. Poszczególne zeszyty, składające się na pierwszą część „Czas się kończy”, zostały bowiem zilustrowane przez różnych artystów (w tym „Avengers” #35, przy którym pracowało aż czterech rysowników). Na pokładzie znajdziemy między innymi Jima Cheunga, Stefano Casellego, Valerio Schitiego, Keva Walkera i Mike’a Deodato. Efektem jest lekki chaos i minimalne różnice w projektach postaci między poszczególnymi rozdziałami historii. Całość utrzymano jednak w typowej dla amerykańskiego mainstreamu stylistyce, bez względu na to, kto akurat dzierżył ołówek. W zasadzie wszyscy rysownicy sprawili się poprawnie – ilustracje nie spadają poniżej przyzwoitego poziomu, trudno jednak doszukiwać się tu plansz czy kadrów, które mogłyby wprawić w zachwyt. Jeśli z grona wyżej wymienionych miałbym kogokolwiek wyróżnić, to chyby tylko Mike’a Deodato. Brazylijczyk w świetny sposób operuje czernią, przekonująco wypada też nieco bardziej stonowane kolorowanie autorstwa Franka Martina. Tyle tylko, że sposób, w jaki Deodato szkicuje twarze czy postacie kobiece może w równym stopniu się podobać, co razić. Jednak bez wątpienia jest charakterystyczny. W ogólnym rozrachunku pierwszy tom „Czas się kończy” jest więc idealnym wręcz przedstawicielem superbohaterskiego głównego nurtu.

Powyższe zdanie ma zresztą zastosowanie nie tylko do strony wizualnej, ale do całego komiksu. Mimo połączenia dwóch odrębnych serii pod jednym tytułem jest to przecież nic innego, jak typowa dla amerykańskiego komiksu trykociarskiego opera mydlana. A tak dokładniej, kolejny jej odcinek, więc bardzo trudno rozpatrywać ją w oderwaniu od wcześniejszych epizodów. Niewątpliwie da się odczuć, że autor zaczyna pchać swą, nieco już rozwleczoną, historię, w konkretnym kierunku. Cieszy też rozwinięcie niektórych wątków, podobnie jak fakt, że Hickman wciąż potrafi zdobyć się na fabularne twisty (nawet jeśli niezbyt ich wiele). Poza tym to jednak ni mniej, ni więcej jak ciąg dalszy, ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami. Ci, którzy dobrnęli do tego momentu, pewnie i tak będą kontynuować lekturę w oczekiwaniu na „Secret Wars”. Tych z czytelników, którzy liczyli, iż wraz z kolejnymi odsłonami saga Hickmana skręci w jakimś nieoczekiwanym kierunku, muszę niestety rozczarować. Amerykanin konsekwentnie trzyma się przyjętej konwencji, i choć czasem brakuje mu bezpośredniości Jasona Aarona czy talentu Briana Michaela Bendisa do budowania mrocznej atmosfery, to jednak pisze „Avengers” i „New Avengers” w swoim charakterystycznym, nieco zakręconym stylu.

Tytuł: Czas się kończy, tom 1
Seria: Avengers / New Avengers
Tom: 1
Scenariusz: Jonathan Hickman
Rysunki: Mike Deodato, Stefano Caselli, Jim Cheung, Valerio Schiti, Kev Walker
Tłumaczenie: Marek Starosta
Tytuł oryginału: Avengers: Time Runs Out, vol. 1 (Avengers #35-37, New Avengers #24-25)
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: marzec 2018
Liczba stron: 144
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-2758-6