Jezioro ognia – Nathan Fairbairn, Matt Smith

Dlaczego to zawsze muszą być kosmici?

Jagoda Wochlik

„Jezioro ognia” to debiut Nathana Fairbairna w roli scenarzysty. Wcześniej pracował zarówno dla Marvela, jak i dla DC. Matt Smith jest natomiast rysownikiem i scenarzystą komiksu „Barbarian Lord”. „Jezioro ognia” oryginalnie ukazało się w pięciu zeszytach, natomiast polskie wydanie mieści się w jednym tomie. I bardzo dobrze, czytelnik otrzymuje możliwość poznania całości, bez potrzeby kupowania kolejnych i kolejnych tomów.

„Jezioro ognia” to historia dwóch młodych śmiałków, którzy postanawiają dołączyć do krucjaty lorda Montfort. W XIII wieku krzyżowiec ten oblegał zamek Castelnaudary. Lord, przeczuwając kłopoty związane z ich porywczymi charakterami, postanawia pozbyć się młodzików z obozu, wysyła ich więc w towarzystwie zmęczonego życiem rycerza, Mondragona, oraz inkwizytora, brata Andraud, do Montaillou, miasteczka z którego pozbyć się mają heretyków. W komiksie wspomniane są także inne wydarzenia z tamtych czasów, jak choćby rzeź Beziers.

Fikcyjne wydarzenia przeplatają się z historycznymi. Gdy nasza drużyna przybywa do Montaillou, wieśniacy opowiadają im, że prześladują ich potwory. Krzyżowcy na początku nie bardzo chcą im wierzyć, jednak w nocy rzeczywiście napadają na nich dziwaczne stwory. Rycerze postanawiają uwolnić ludzi od nękających ich straszydeł, które okazują się być… obcymi.

Z całą pewnością był to jakiś pomysł na historię. Gorszy lub lepszy, ale na pewno stanowiący mocny punkt wyjścia. Kłopot w tym, że Nathan Fairbairn operuje okropnymi stereotypami. Mamy więc dwóch młodych zapaleńców pełnych ideałów, starego rycerza, który dużo już widział, dużo przeżył, poznał świat i teraz musi topić smutki w winie, porywczego inkwizytora, głuchego na jakiekolwiek argumenty, zafiksowanego na paleniu wszystkich na stosie. Kłopot w tym, że żadnego z nich nie poznajemy na tyle, by ich losy w ogóle nas obchodziły.

Dopóki mamy do czynienia tylko z historycznymi wątkami, czyta się to naprawdę bardzo fajnie. Gdyby opowieść poszła w tę stronę i pokazano nam realistyczne zetknięcie pełnych ideałów młodych rycerzy z zepsutym światem starych krzyżowców, to mogłaby być naprawdę dobra historia. Zwłaszcza, że tło oddano z dbałością o szczegóły. Jednak w momencie, gdy pojawiają się kosmici, wszystko zamienia się w niezbyt zajmującą nawalankę. Niby jest to jakiś pomysł – jak średniowieczni rycerze mogli radzić sobie z najeźdźcami z kosmosu – ale niestety, Nathan Fairbairn i Matt Smith nie udźwignęli tematu.

Również finał mocno kuleje. Widać, że scenarzysta nie miał na niego za bardzo pomysłu, a zakończyć jakoś było trzeba. I dlatego zamknięcie okazuje się nijakie i rozczarowuje.

„Jezioro ognia” ma pewne zalety. Czyta się je szybko, akcja ani na moment nie zwalnia, a tło historyczne zostało świetnie zarysowane. Z drugiej jednak strony bohaterowie i ich losy pozostają czytelnikowi kompletnie obojętne, a zakończenie jest właściwie do bani. Przeczytać można, ale szału nie ma.

Autor: Nathan Fairbairn, Matt Smith
Tytuł: „Jezioro ognia”
Tłumaczenie: Adam Olesiejuk
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Tytuł oryginału: Lake of Fire
data wydania: październik 2017
liczba stron: 168
ISBN: 9788381101790