Pan Higgins wraca do domu – Mike Mignola, Warwick Johnson-Cadwell

Pan Higgins wraca do domu

Jagoda Wochlik

Twórcami „Pan Higgins wraca do domu” są Mike Mignola (scenariusz) i Warwick Johnson-Cadwell (rysunek). Ten pierwszy wymyślił postać Hellboya, pisał scenariusze i rysował komiksy o nim. Ten drugi natomiast znany jest jako twórca rysunków do „Tank girl” oraz „Samuraja Jacka”. Nie dziwi więc fakt, że po ich współpracy i po poczynaniach Non Stop Comics, które raczej nie wypuszcza na nasz rynek bubli, a wręcz przeciwnie, same pozycje warte uwagi, należałoby oczekiwać świetnego komiksu.

Profesor Meinhart i jego pomocnik, pan Knox, planują w noc Walpurgii zapolować na hrabiego Golgę i jego małżonkę. Przygotowując się do tego przedsięwzięcia, postanawiają odbyć rozmowę z panem Higginsem, starcem, który niegdyś spotkał Golgę i udało mu się to spotkanie przeżyć. Od tamtej pory jednak dziwnie się zachowywał, dlatego otoczenie zaczęło go uważać za wariata. Profesor Meinhart zawiera z nim dziwny układ – Higgins zapoluje z nim na wampira, a w zamian za to po wszystkim profesor pomoże mu umrzeć.

Już pisząc swoją dedykację, Warwick Johnson-Cadwell daje nam do ręki klucz interpretacyjny. Przywołuje w niej bowiem „Nieustraszonych pogromców wampirów” Romana Polańskiego. Wszyscy, którzy widzieli tamten film, wiedzą, że twórcy „Pana Higginsa” czerpią z niego pełnymi garściami. Zgadzają się nie tylko bohaterowie (łącznie z czerwonym nosem profesora, jego młodym pomocnikiem i sługusem złego wampira, a nawet fakt, że krwiopijca nosi szlafrok) czy niektóre sceny (bal, podczas którego twórcy puszczają także oko do miłośników „Dziecka Rosemary” i „Dziewiątych wrót” – innych filmów Polańskiego), ale mamy tu nawet do czynienia z tym samym rodzajem groteski i czarnego humoru.

Tyle że „Nieustraszeni pogromcy wampirów”, film sprzed pięćdziesięciu lat, wchodził w dialog z konwencją i całą tradycją wampirycznego kina czy nawet sylwetką wampira, jaką do tej pory sprzedawała nam kultura popularna. Także powstały na jego podstawie niemiecki musical, „Taniec wampirów”, dokładał coś do tej historii, bo przekładał ją na inne medium, w którym liczył się śpiew i taniec. Natomiast twórcy „Pan Higgins wraca do domu” nie robią z tą historia absolutnie nic. Nie polemizują, nie wchodzą w dialog, nie rozwijają. Wyważają drzwi, które od wielu, wielu lat stoją otworem.

Kadry oddają groteskowość tej opowieści. Są karykaturalne, proste, przypominają nieco dziecięce rysunki. Perspektywa jest w nich bardzo często zaburzona. Głowy bywają za małe, nogi zbyt szczupłe lub zbyt grube. Z każdego kadru wprost wyziera umowność świata przedstawionego.

Widać, że komiks Mike’a Mignoli i Warwicka Johnsona-Cadwella wyrósł z miłości do potworów. Nie ma nic złego w tego rodzaju uczuciu, sama je podzielam. Ale chcąc pisać o wampirach, trzeba być uzbrojonym w coś więcej niż fascynacja. Trzeba albo mieć do opowiedzenia naprawdę wciągającą historię, albo posiadać pomysł na grę z konwencją. Mignola i Johnson-Cadwell nie mieli ani jednego, ani drugiego. A znajomość „Nieustraszonych pogromców wampirów” to zdecydowanie za mało, by napisać dobry czy nawet przeciętny komiks. „Pan Higgins wraca do domu” to wytwór nikomu do niczego niepotrzebny.

Tytuł: Pan Higgins wraca do domu
Tytuł oryginalny: Mr. Higgins Comes Home
Autor: Mike Mignola, Warwick Johnson-Cadwell
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawca: Non Stop Comics
Data wydania: 23 maja 2018
Liczba stron: 56
ISBN 9788381104067