Żelazny Wojownik

Ocena: 
9
Average: 9 (1 vote)

Stał naprzeciwko hordy wrogów, samojeden pod niebem krwistej barwy. Chociaż przeciwnicy szli nań bez końca, a ich ilość była niczym ziarna piasku na plaży lub gwiazdy na nocnym firmamencie, on trwał niewzruszony, bowiem wiedział, iż był lepszy od każdego pretendenta. Kiedy tylko Żelazny otwierał usta, dobywał się z nich ryk lwa i na ten dźwięk wielu niegodziwców umykało na boki, omijając Wojownika. Gdy jednak trafił się pośród tej hordy plugawej odważniejszy łachmyta, wtedy ostatni z bohaterów napinał muskuły, podobne do wijących się pod skórą węży, i samym ledwie widokiem wzniesionego ramienia bronił bastionu, usypanego pośrodku dawnej ulicy.

Nawet rozpędzone pojazdy, obite blachami pancernych kropierzy rumaki postapokaliptycznego świata, z paniką umykały na spękane krawężniki, gdy tylko padło na nie spojrzenie Żelaznego. On bowiem, wyniosły, z grzywą rozwianych włosów, oblepiony bitewnym pyłem, trwał dalej na barykadzie, ściskając w dłoni szklany miecz polmosowskiego znaku.

Niestety, tak jak fala obmywa sterczącą z oceanu skałę, tak i Żelazny Wojownik, choć walczył jako ten tygrys, padł pod razami tłumu. Nie wiadomo kto zadał cios, po którym ten samozwańczy heros zachwiał się, tak wielu było adwersarzy tamtego dnia na placu Skarg w Mieście Katów.

Żelazny upadł na bok. Poczuł wtem jak rośnie wkoło jego brzucha mokra plama. Sięgnął ku niej drżąca dłonią, zanurzył opuszki palców w karminowej kałuży i przytknął je natychmiast do warg.

Flaszka pękła.

– Chamy! – zawył leżący na chodniku mężczyzna o twarzy czerwonej od alkoholu, a tłumy przechodniów mijały go, odwracając wzrok z odrazą i politowaniem.