Thor. Kto dzierży młot? – Jason Aaron, Russel Dauterman i inni

Zgadnij kto to

Maciej Rybicki

Wątek utraty młota i tożsamości Thora na rzecz tajemniczej kobiety stanowi bez wątpienia jeden z najciekawszych momentów linii Marvel Now! – Jason Aaron w znakomity sposób wykorzystał wydarzenia „Grzechu Pierworodnego” by wstrząsnąć światem Odinsona, a w ostatecznym rozrachunku całym uniwersum Marvela. I choć wielu obserwatorów intryguje ta zmiana, to właśnie męski potomek władcy Asgardu jest najbardziej zainteresowany odkryciem tożsamości osoby, która okazała się godna, by dzierżyć Mjolnir. Drugi tom serii zatytułowanej po prostu „Thor” (a tak na dobrą sprawę szósta część runu Jasona Aarona, jeśli liczyć ciągłość z „Thorem Gromowładnym”) daje nam na to pytanie odpowiedź.

Po lekturze pierwszej odsłony przygód „Thorzycy” jednym z pytań pojawiających  się przed czytelnikami (a także i mieszkańcami uniwersum Domu Pomysłów) było właśnie to, kim jest niewiasta będąca w posiadaniu dziedzictwa Boga Gromów. Tytuł tomu drugiego, podobnie jak jego okładka (swoją drogą znakomita!), podsycały jeszcze oczekiwanie na odpowiedź. Tu uspokoję wszystkich zaniepokojonych – tak, istotnie, na stronach „Kto dzierży młot?” dowiadujemy się, kto go obecnie posiada. Jako ciekawostkę dodam też, że przez kilka stron dzierży go też ktoś inny… bo w sumie czemu nie? W stanowiącej zasadniczą część komiksu trzyodcinkowej historii Aaron skupia się tu na trzech przeplatających się wątkach. Pierwszym są oczywiście rozpaczliwe próby, które podejmuje Odinson w celu zidentyfikowania swojej następczyni „na stanowisku” Gromowładnego. To chyba najlżejszy wątek tego albumu, pokazujący nieco komediowe zacięcie amerykańskiego scenarzysty. Drugim jest sojusz zawiązany przez Dario Aggera z korporacji Roxxon z Malekithem, a także wynikająca bezpośrednio z niego interwencja Thorzycy. To oczywiście znakomity pretekst do wprowadzenia obowiązkowej dawki mordobicia. Trzeci wątek stanowi pogłębiający się konflikt między Odynem a Freyją, w pewnym momencie dotykający też pozostałych bohaterów. Widać zresztą, że to kontynuacja wątków i tematów podjętych we wcześniejszych tomach runu Aarona – obok wspomnianych wyżej mamy więc powracającą agentkę-ekolożkę Solomon i kwestię jej zmagań ze szkodzącym naszej planecie Roxxonem, mamy odniesienie do choroby Jane Foster, wreszcie obserwujemy powstanie koalicji kobiecych bohaterek (ok, powstania nie widzimy. Po prostu taka koalicja się nagle pojawia…). No i jakoś to wszystko hula… choć raczej nie prowokuje do zachwytów porównywalnych z początkowymi historiami z runu Aarona. Jest dość lekko, czasem dydaktycznie, ze sporą ilością akcji i może dwoma fabularnymi twistami. Jak na trzy zeszyty chyba w sam raz. Mocny punkt znów stanowią rysunki Russela Dautermana. Choć jego kreska kojarzyć się może czasem choćby z pracami Jima Lee, wydaje mi się, że autor ten ma na tyle unikalny, dynamiczny styl, że warto poświęcić mu więcej uwagi.

No dobra… ale to tylko trzy zeszyty! A co z resztą albumu? Cóż… no jest, ale mam wrażenie, że tworzące ją komiksy znalazły się tam na zasadzie wypełniacza. Mamy więc „Annual” na który składają się trzy króciutkie historie. Pierwsza, pióra Jasona Aarona, to rzut oka na daleką przyszłość, w której samotny Thor Wszechojciec odtwarza zniszczoną Ziemię. Sympatyczna, nieco ckliwa miniaturka, szkoda tylko że niezbyt ciekawie narysowana. Druga z miniatur to typowo humorystyczna opowiastka o pełnej wrażeń nocy (?), którą Thorzyca spędziła w towarzystwie Wojów Trzech. Nawet zabawna, szkoda tylko, że kreskówkowe plansze autorstwa znanej z „Faith” Francuzki Marguerite Sauvage wydają się jeszcze bardziej rozmyte niż w oryginale. „Annual” zamyka kolejna humorystyczna historia (w ogóle „Thor” zrobił się wyjątkowo komediowy) pijackiego pojedynku między młodym Odinsonem a samym Mefisto. Świetną robotę wykonał rysownik Rob Guillory – bardzo chętnie zobaczyłbym animowaną miniaturę opartą na tym szorciaku. Drugi tom „Thora” wieńczy zeszyt klasycznego „What if…?”, w którym moce Thora trafiają do Jane Foster. Ot, ramotka ciekawa przede wszystkim dla tych, którzy znają klasyczne historie z Thorem, m.in. jego początki, zawiązanie się Avengers czy też „Ragnarok” – opublikowane u nas choćby w Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Niestety przez fakt bardzo silnego osadzenia w historii postaci (niekoniecznie znanej polskiemu czytelnikowi), a także, cóż, mijające lata, ta odsłona serii „Co by było gdyby…?” prezentuje się raczej przeciętnie. Stanowi jedynie dowód na to, że kilkadziesiąt lat temu pomysł żeńskiej wersji Thora wydawał się kompletnie absurdalny. Widać zmieniające się czasy – tak w branży komiksowej, jak i po prostu kulturowo (patrz: zakończenie, z obecnej perspektywy naiwne i skrajnie patriarchalne).

Mam względem drugiej odsłony „Thora” bardzo mieszane odczucia. Z jednej strony widać, że Aaron ma na ten tytuł jakiś pomysł, który konsekwentnie realizuje – historia posuwa się do przodu, żadne wątki się nie gubią, wszystko ma swoje miejsce. Jednocześnie po prostu tego pomysłu na tytuł do końca nie kupuję. O ile sam wątek pojawienia się nowej Gromowładnej i niepotrafiącego sobie z tym faktem poradzić Odinsona jest po prostu świetny, o tyle mniej entuzjazmu budzi lekki ton, jaki przybrała ta seria. Ostatnio coraz częściej pojawiają się (popierane ostatnim filmem) opinie, że przygód Thora nie da się obecnie pisać inaczej niż z dużą dozą humoru. Sam Aaron udowodnił jednak, że to nieprawda – najlepszym świadectwem początek jego runu. I chociaż doceniam wartość nowszych tomów, to wciąż tli się we mnie tęsknota za klimatem „Bogobójcy” i „Bożej bomby” – w porównaniu z nimi każdy kolejny album jawi się jako lekkie rozczarowanie.


Tytuł: Gromowładna
Seria: Thor
Tom: 2
Scenariusz: Jason Aaron i inni
Rysunki: Russel Dauterman i inni
Tłumaczenie: Marceli Szpak
Tytuł oryginału: Thor: Who Holds the Hammer? (Thor #6-8, Thor Annual #1, What If? [1977] #10)
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: sierpień 2018
Liczba stron: 132
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Format: 167 x 255
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-2669-5