Dziwna pogoda – Joe Hill

Niedaleko pada jabłko od jabłoni

Marek Ścieszek

Joe Hillstorm King, dla coraz liczniejszego grona fanów po prostu Joe Hill, każdą kolejną książką potwierdza odziedziczony po ojcu talent. Wprawdzie nie tworzy z taką zapamiętałą częstotliwością jak King senior, nie wrzuca na rynek dwóch książek rocznie, jednak to, co pisze, każdorazowo stanowi przebłysk prawdziwego polotu. Już pierwszy zbiór opowiadań przyniósł mu Bram Stoker Award oraz British Fantasy Award. I to zanim ktokolwiek się dowiedział, czyim jest synem. Z każdą kolejną publikacją coraz bardziej się rozpisywał, aż w końcu powrócił do form krótkich. „Dziwna pogoda” to zbiór czterech nowel połączonych motywem tytułowej aury.

„Zdjęcie”, czyli pierwszy tekst w zbiorze, opowiada o chłopcu z nadwagą, który musi zmierzyć się z człowiekiem uzbrojonym w aparat fotograficzny o magicznych właściwościach wymazywania wspomnień fotografowanych osób. Cofnijmy się o kilkadziesiąt lat. Jest rok 1990. Pojawia się pewien zbiór opowiadań, a w nim jedno zatytułowane „Polaroidowy pies”, o aparacie fotograficznym marki Polaroid, na każdym następnym zdjęciu ukazującym rozwścieczonego psa w kolejnych fazach ataku. Joe Hill nie wspomina o tym w posłowiu, jednak pierwszym moim skojarzeniem był tamten tekst sprzed prawie trzech dekad, napisany przez Stephena Kinga. Oczywiście to nie zarzut, tutaj bowiem na samej marce urządzenia podobieństwa się kończą. Hill stworzył wciągającą opowieść, która momentami potrafi wzruszyć, gdy czytamy o Shelly Beukes. Oraz zmusić do uśmiechu, gdy wspominany jest film stworzony na podstawie jeszcze innego opowiadania ojca Hilla.

Druga historia jest dużo groźniejsza i pozostawia głębsze blizny, ponieważ nie ma w niej elementu nadnaturalnego. Od początku do końca zły jest człowiek. Bardzo dołujące opowiadanie. Szczególnie przygnębiające jest zakończenie tego tekstu. W „Naładowanym” poznajemy bohatera, który ratuje klientów galerii handlowej przed śmiercią z rąk masowej zabójczyni. Jednak na wydarzeniach w galerii opowieść się nie kończy i z każdą następną kartką z herosa opadają kolejne warstwy heroizmu. Wychodzi spod nich wszystko to, co człowiek może prezentować najgorszego: szowinizm, agresja, nienawiść, egocentryzm... Dziennikarka Aisha Lanternglass podąża śladem prawdziwej natury Randalla Kellawaya, nieposkromionej jak ogień, który w tle pochłania okoliczne lasy, śmiertelnie niebezpieczny dla wszystkiego, co napotka na swojej drodze.

„Wniebowzięty” spodobał mi się najbardziej. Magia otula tutaj nieszczęścia, sprawiając, że stają się lżejsze do zniesienia. Aubrey Griffin próbuje zaimponować swojej ukochanej. Najlepszym sposobem na to jest skok ze spadochronem. Problem polega na tym, że Aubrey ma lęk wysokości. Czego się nie uczyni, aby wywrzeć wrażenie na kimś takim jak Harriet? Skacze, ale nie dociera do Ziemi, jego lot kończy się na... chmurze, tajemniczym tworze konsystencją przypominającym kremowy ser lub tłuczone ziemniaki, mogącym utrzymać na sobie człowieka. Z biegiem opowieści dowiadujemy się, że chmura potrafi wpływać na myśli chłopaka, a ponadto krąży nad Ameryką co najmniej od stulecia, a pewnie i dłużej. W tle zaś poznajemy niewesołą historię platonicznej miłości Aubreya do Harriet.

W noweli „Deszcz” zasadniczą rolę odgrywają tytułowe opady, jednak nie wody, o nie! Byłoby zbyt łatwo. Z nieba spadają niezliczone ilości krystalicznych igieł, pozbawiających życia wszystko co jest nie dość szybkie, aby się ukryć pod dachem. Pomysłowe. W tej apokaliptycznej wizji świata stojącego u progu zagłady znajduje się miejsce dla nieco wyświechtanego w podobnych historiach wątku niebezpiecznej dla otoczenia sekty oraz pewnego Rosjanina, bo przecież kto inny z braku kosmitów miałby chcieć zniszczyć Amerykę, jak nie jakiś szalony Rusek? Warto jednak poznać „Deszcz” do końca, nie tylko dlatego, że Hilla czyta się z ogromną przyjemnością, ale choćby dla konstatacji, że nie zawsze pierwsze wyjaśnienie jest tym najwłaściwszym.

Joe Hill idzie śmiało śladami ojca. Nie powinno się dokonywać takich porównań, szczególnie że ma się do czynienia z bardzo utalentowanym pisarzem. Jednak gdy sam tworzy książkę złożoną z czterech nowel, jak to ma często w zwyczaju Stephen King, to trudno ich uniknąć, prawda? „Dziwna pogoda” to kawał bardzo dobrej roboty. Jest zatem rzeczą oczywistą, że Hill ma we mnie odbiorcę kolejnych dzieł.


Autor: Joe Hill
Tytuł: Dziwna pogoda
Tytuł oryginału: Strange Weather
Tłumaczenie: Marta Guzowska
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 512
Data wydania: 5 września 2018
Oprawa: twarda
ISBN: 978-83-8125-325-3