Avengers. Czas się Kończy, tom 3 – Jonathan Hickman i inni

Rozważania o zagładzie

Maciej Rybicki

Czteroczęściowa historia „Czas się kończy” łącząca dwie pisane przez Jonathana Hickmana serie – „Avengers” i „New Avengers” – cieszy się opinią jednego z lepszych momentów długiego runu tegoż autora, a jednocześnie udanego preludium przed efektownymi „Tajnymi Wojnami”. I faktycznie, na przestrzeni kilkunastu tomów Amerykanin notował wyraźne skoki pisarskiej formy, pierwsze dwa tomy udanie zbierały liczne wątki, prowadząc nas w kierunku efektownego finału. Jednocześnie Hickman serwował czytelnikom to, co potrafi robić wyjątkowo dobrze: wprowadzał spiski, koterie i nowych aktorów na coraz bardziej zatłoczoną arenę wydarzeń. Niestety koniec końców sprowadził zasadniczy wątek fabuły do kolejnej konfrontacji poszczególnych grup ziemskich (i nie tylko) superherosów. Miałem cichą nadzieję, że trzeci (przedostatni) tom „Czas się kończy” nieco w tej materii zmieni.

Problem polega na tym, że omawiany album okazuje się być niczym innym jak przejściem do preludium historii. Hickman gra z czytelnikiem wręcz kunktatorsko: buduje napięcie, podsyca konflikt, ba!, przypomina niektóre z porzuconych wątków, a nawet doprowadza do brutalnej konfrontacji między niektórymi z postaci. Tylko tak naprawdę niczego to nie zmienia. Historia toczy się do przodu w ślimaczym tempie, utopiona w gąszczu dialogów i wydarzeń istotnych tylko pozornie – w praktyce mających jednak absolutnie marginalną rolę dla przetrwania (bądź nie) Ziemi-616 (a może nie tylko?). Miłośnicy typowo Hickmanowskiego knucia (czytaj: typowego dla tego autora sposobu budowania napięcia fabularnego) będą więc z pewnością zadowoleni. Oczywiście wszystko przyprawione jest odpowiednią dozą akcji. Na pierwszy plan wydarzeń wysuwają się Steve Rogers, powracający Hank Pym, T’Challa, Namor oraz Reed Richards… a w zasadzie dwóch. Dochodzi bowiem do coraz silniejszego splatania się wydarzeń klasycznego uniwersum Marvela z poczynaniami postaci ze świata Ultimate. Pojawiają się także strażnicy Galaktyki, a także silniej zaznaczające swoją obecność imperium Shi’Ar.

Strona graficzna tego tomu jest zróżnicowana, podobnie zresztą jak w przypadku wcześniejszych odsłon „Czas się kończy”. Wynika to z faktu zatrudnienia osobnego rysownika do każdego z pięciu zawartych tu zeszytów (tylko jeden z nich naszkicował dwa zeszyty). Jak można się spodziewać w przypadku „Avengers” całość utrzymana jest w klasycznej amerykańskiej konwencji – mocno realistycznej. Nieco urozmaicenia wprowadzają liczne elementy typowe dla science fiction. Trudno jednak wyróżnić któregokolwiek z pracujących nad tym albumem artystów (dla porządku, chodzi o Stefano Casellego – autora dwóch zeszytów, Mike’a Deodato, Dalibora Talajicia i Keva Walkera). Wszyscy wykonali bowiem co najmniej solidną robotę, choć bez ilustratorskich fajerwerków.

W ogólnym rozrachunku trudno mi odbierać omawiany komiks jako coś innego niż po prostu kolejny odcinek Hickmanowskiej telenoweli, w którym choć dzieje się sporo, zasadniczy wątek fabuły tak naprawdę niespecjalnie się rozwija. I chociaż początkowo podchodziłem do całego runu autora „Black Monday Murders” z dużym entuzjazmem, muszę przyznać, że prezentujące zmienny poziom albumy, a w szczególności lektura najnowszej jego odsłony zdecydowanie ten entuzjazm ostudziły. Pewnie to raczej zmęczenie czytelniczego materiału niż kwestia jakości samego komiksu, myślę jednak, że znaczna część odbiorców tego tytułu ma podobne odczucia – chce po prostu doczytać tę historię, aż do jej finału. Na szczęście ten zagości na naszych księgarnianych półkach już wkrótce.


Tytuł: Czas się kończy, tom 3
Seria: Avengers / New Avengers
Tom: 3
Scenariusz: Jonathan Hickman
Rysunki: Stefano Caselli, Mike Deodato, Dalibor Talajić, Kev Walker
Tłumaczenie: Marek Starosta
Tytuł oryginału: Avengers: Time Runs Out, vol. 3 (Avengers #40-42, New Avengers #29-30)
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: sierpień 2018
Liczba stron: 132
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-2675-6