Hawkeye – Rio Bravo – Matt Fraction, David Aja, Chris Eliopoulos, Francesco Francavilla

Mój łuk, mój pies i ja

Maciej Rybicki

Gdy patrzymy na publikacje Marvela z ostatnich lat, nietrudno zauważyć, że chyba najrówniej wypadały tytuły, które można określić jako „superbohaterszczyznę uliczną”. Od Daredevila, przez Punishera, Jessicę Jones czy Iron Fista aż po Hawkeye’a – wszyscy ci herosi doczekali się znakomitych serii. Wszystkich łączy też specyficzna pozycja w uniwersum Domu Pomysłów – to postacie relatywnie niezbyt potężne (lub w ogóle bez mocy), a ich przygody rzadko charakteryzują się bombastycznością porównywalną z perypetiami Avengers czy X-Men. Czytelnik znajdzie tu (z drobnymi wyjątkami) historie znacznie bardziej kameralne, przyziemne, dziejące się raczej w brudnych zaułkach Nowego Jorku niż w Asgardzie czy alternatywnych rzeczywistościach. Co ciekawe, gdy tak popatrzeć z daleka, bez trudu zauważymy, że wspomniane tytuły (a dokładniej tytuły poświęcone wspomnianym bohaterom) zwykle wychodziły spod rąk podobnej grupy twórców: Bendis, Brubaker, Fraction, Aja, Mack, Gaydos – gdy szukam marvelowskich serii, które najlepiej trafiają w mój gust, te nazwiska pojawiają się nadzwyczaj regularnie. Jak więc wypadł czwarty tom „Hawkeye’a”?

Fraction wraca w nim do postaci Clinta Bartona i jego perypetii z rosyjską mafią (tu przypomnienie: w wydaniach zbiorczych 3 i 4 tom prezentowały oddzielnie wątki poświęcone Kate Bishop i Baronowi w wydaniu zeszytowym prezentowane naprzemiennie). Sytuacja wyraźnie się zagęszcza, gdyż „biznesmeni” próbujący przejąć zamieszkiwany przez Hawkeye’a budynek postanowili sięgnąć po skrajne środki mające na celu pozbycie się lokatorów. I to właśnie przygotowania do odparcia ich ataku stanowią oś fabularną „Rio Bravo” – tytuł wydaje się nieprzypadkowy, czuć bowiem fabularne powinowactwo z legendarnym westernem. Fraction wykonuje tu świetną robotę, przywołując wiele innych tekstów kultury wykorzystujących podobny motyw (tak, wspomniany jest też „Kevin sam w domu”! ). Drugi zasadniczy wątek stanowi pojawienie się Barneya Bartona – brata głównego bohatera. Daje to scenarzyście okazję do kilku ciekawych retrospektyw pogłębiających postać tytułową. Zresztą nawet współczesne relacje braci wydają się na tyle osobliwe, że wnoszą coś do portretu uzbrojonego w łuk Avengera. A że jeszcze muśnięto kilka innych tematów, całość jawi się całkiem interesująco.

„Hawkeye” Fractiona przyzwyczaił nas także do ciekawej strony formalnej – ot, wystarczy wspomnieć choćby pamiętny, wielokrotnie nagradzany zeszyt przedstawiony z perspektywy psa głównego bohatera. „Rio Bravo” nie zawodzi i pod tym względem, fundując zeszyt, w którym elementem narracji jest graficzne przedstawienie języka migowego, czy też taki, w którym oglądamy kreskówkę niepokojąco przypominającą życie głównego bohatera. Widać, że tak scenarzyście, jak i rysownikom pomysłów nie brakuje. Same rysunki klasycznie stoją na wysokim poziomie, co bardzo ważne, gdyż „Hawkeye” bazuje na nich zdecydowanie mocniej niż na tekście. Oczywiście pierwsze skrzypce gra tu duet Aja-Hollingsworth, z charakterystyczną surową kreską i sugestywnym kolorowaniem. Ale także plansze stworzone przez Francesco Francavillę czy Chrisa Eliopoulosa robią bardzo dobre wrażenie.

„Rio Bravo”, tak jak cała seria, którą wieńczy, to popis umiejętnego opowiadania historii, ale jednocześnie świetny przykład komiksu z pogranicza suberbohaterszczyzny. Ba! To dowód na to, że teoretycznie pozostając w temacie trykotów, można zrobić dobry komiks akcji czy obyczajowy trzymający się daleko od ratowania świata przed superłotrami lub odpierania inwazji obcych (takich z innej planety, nie imigrantów… choć w sumie…). „Hawkeye” Fractiona i Aji to także seria balansująca na granicy marvelowskiej topki, co zdecydowanie wychodzi jej na plus. Wszak Clint Barton to członek Avengers, postać znana z ekranów i niezwykle popularna – należy się jej więc eksponowana własna seria. A jednak twórcy nie zapominają, że nawet wśród „Najpotężniejszych Bohaterów na Ziemi” Hawkeye to outsider, zwykły facet w otoczeniu półbogów. I taka też jest poświęcona mu (i Kate Bishop!) seria – łącząca zwykłość z niezwykłością, przyziemną (w pozytywnym sensie) fabułą, z ciekawymi rozwiązaniami formalnymi, wreszcie korzystająca z faktu, że sam Barton mimo zawdzięczanej filmom popularności wciąż jest jakby bohaterem drugiego planu. Myślę, że powyższa mieszanka wyszła doskonale, a sam tytuł jest jednym na najlepszych (a na pewno najprzyjemniejszych) w całej linii Marvel Now!


Tytuł: Rio Bravo
Seria: Hawkeye
Tom: 4
Scenariusz: Matt Fraction
Rysunki: David Aja, Chris Eliopoulos, Francesco Francavilla
Tłumaczenie: Marceli Szpak
Tytuł oryginału: Hawkeye: Rio Bravo (Hawkeye #12-13, #15, #17, #19, #21-22)
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: sierpień 2018
Liczba stron: 168
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-2674-9