Bogini

Ocena: 
0
Brak głosów

Bezimienna Bogini wyprężyła ciało. Tu, pośród nicości i pośrodku wszystkiego, czuła wieczność bardziej namacalnie. Coś przykuło jej uwagę, pojedyncza modlitwa niczym ptak rozbijająca się o szybę umysłu. Na początku stworzenia jej dzieci bombardowały ją modlitwami nieustannie, samotne w świecie, który dla nich urodziła, niepewne pośród innych im podobnych, im odmiennych.

Jej dzieci modliły się, a ona tworzyła bogów na ich obraz i podobieństwo. Uśmiechnęła się na to wspomnienie, a jej uśmiech stworzył kolejną mgławicę. Krągłe ciała pierwszych bogów, zwierzęce duchy, żywioły. Pamiętała łagodność krowiookiej Hathor. Isztar, zstępującą w noc. Pamiętała chaos i radość jakie dali jej bogowie Greków, cały ten gwar małomiasteczkowego targowiska. Żądni krwi i wciąż szukający bitki bogowie Majów. Wzdrygnęła się na wspomnienie Esusa i jego krwawych bagien, a jej niepokój wygasił odległą gwiazdę.

Śniła potem i snu nie przerywały modlitwy jej dzieci. Wszechświat był cichy, Bezimienna Bogini spokojna. Pamiętała, gdy stworzyła Jahwe, gniewnego, zazdrosnego boga. Pamiętała, jak stał się czymś więcej, jak koronował się na Pana Wszechświata, a jego wyznawcy podzielili Ziemię. Odeszła wtedy. Nie tworzyła nowych bogów. Nie słyszała nowych modlitw. Cisza i samotność napełniły jej kości ołowiem zmęczenia. Czy jej dzieci też były zmęczone? Czy jej dzieci porzuciły ją dla obietnic najmłodszego z bogów? Zaplątana we włosach bogini kometa zmieniła bieg.

Bezimienna ujęła w dłonie trzepoczącą się niczym koliber modlitwę.

– Matko. Siostro. Córko. Ty, która jesteś i która byłaś. Bądź mi i teraz. – O szybę umysłu bogini rozbiły się kolejne modlitwy, liczne i niecierpliwe niczym rozszalały rój. Szept, szelest, krzyk. – Matko! Siostro! Córko!

Wsłuchana w szum modlitw, ujęła w dłonie materię kosmosu i zamknęła oczy, sprowadzając niespodziewaną noc na planetę krążącą wokół podwójnej gwiazdy. Palce zatańczyły, zręcznie wiążąc, tworząc, by po chwili, sekundzie, eonie, wieczności, na Ziemię zstąpiła dziewczyna, matka, starucha.

Zmęczenie objęło Bezimienną Boginię i poddała mu się, niczym kochankowi, którego objęć nie zaznała od tak dawna. Sen osiadł na jej powiekach, a gwiezdny pył zatańczył na Mlecznej Drodze.