Noże o poranku

Ocena: 
6.5
Average: 6.5 (2 votes)

Przyszli o świcie. W dłoniach dzierżyli ostre noże. Weszli na nasz teren bez pytania i rozpoczęli rzeź. Byłem schowany, ze swojej kryjówki obserwowałem, jak ginie cała moja rodzina. Pierwszy był ojciec, potem matka, na końcu rodzeństwo. Nie mieli litości, nie oszczędzili nikogo. Zwłoki rzucali w jedno miejsce, na kupę, jak bele drewna lub stos kamieni.

Potem sprawdzili każdy zakamarek, aż w końcu dotarli do mnie. Nie broniłem się, nie próbowałem, nie miałem jak. Poczułem na sobie silne dłonie, które dosłownie wyrwały mnie z kryjówki. Potem było już tylko ostrze oddzielające mnie od korzeni i kończące mikoryzę. Przejebane jest być grzybem.

 

Cieszyn, 01.02.2019