All-Star Batman. Tom 3: Pierwszy sojusznik – Scott Snyder, Rafael Albuquerque i inni

Bez pomysłu

Marek Adamkiewicz

Scott Snyder ma już na swoim koncie ładnych kilka komiksów z Batmanem w roli głównej. Zaczynał od rewelacyjnego „Mrocznego odbicia” w ramach „Detective Comics” (to zresztą na tę chwilę jeden z moich ulubionych Nietoperzy ever), później przeszedł do głównego miesięcznika, gdzie także dostarczył nam produkty o wysokiej jakości („Trybunał Sów”, „Ostatnia rozgrywka”). Nieco gorzej zaczęło się dziać pod koniec jego runu. Pomysły miały co prawda pewien potencjał (Gordon jako Mroczny Rycerz), ale zaczęło szwankować wykonanie. Przy kolejnym restarcie uniwersum Snyderowi przydzielono tytuł stojący bardziej w cieniu. „All-Star Batman”, bo o nim mowa, rozpoczął się dość zadowalająco, choć można było dostrzec mankamenty, takie jak bezrefleksyjna akcyjność czy brak większych ambicji całej linii fabularnej. Druga odsłona, dzięki postawieniu na tajemniczy klimat, okazała się trochę lepsza, były więc podstawy sądzić, że w trzecim Snyder wróci w końcu do nieco wyższej formy.

Sprawy „zawodowe” wypychają Batmana poza Gotham City. Bohater zjawia się w odległym Miami, gdzie musi zapobiec wypłynięciu tak zwanej „machiny rodzaju”, tajemniczego urządzenia, o które walczy cały przestępczy półświatek. Kolejna już potężna broń na drodze Nietoperza wiąże się tym razem z osobą najstarszego z jego sojuszników, Alfreda. Obecny kamerdyner Wayne'a i prawa ręka w operacjach Batmana musi zmierzyć się z własną przeszłością i spróbować naprawić niektóre z błędów, jakie kiedyś zdarzyło mu się popełnić. Od tego może zależeć nie tylko dalsza relacja z jego chlebodawcą, ale i własny spokój ducha. Z kolei w opowieści towarzyszącej Batman pojawia się w Rosji, gdzie próbuje zapobiec przemytowi do Gotham dużego ładunku broni.

W założeniu „Pierwszy sojusznik” miał przyciągać uwagę czytelnika dzięki większemu niż zazwyczaj skupieniu się autora na relacji Batman-Alfred. Pennyworth jest postacią stojącą najczęściej w cieniu, dlatego wyciągnięcie go na światło dzienne powinno być dość ciekawe. Niestety Snyder nie tylko nie wykorzystał potencjału Penny-One w bieżących przygodach, ale zaprezentował także wyjątkowo niemrawe retrospekcje, które nie wniosły niczego ciekawego do historii Alfreda. Co więcej, powiązanie głównego antagonisty komiksu z tytułowym pierwszym sojusznikiem Batmana jest szyte wyjątkowo grubymi nićmi i sprawia wrażenie odtwórczego. Nie tego spodziewamy się po Snyderze, będącym wszak jedną z największych gwiazd DC Comics, oj, nie tego.

Problemem trzeciego tomu „All-Star Batman” jest także mało interesująca opowieść. Fabuła nie angażuje i cechuje się niestety zbyt dużą chaotycznością. Bohaterowie są tu, za chwilę pędzą gdzie indziej, na arenie wydarzeń pojawiają się na chwilę znani przeciwnicy Nietoperza (w sumie chyba tylko po to, żeby się pojawili i można było to zaznaczyć w końcowym blurbie), a zarówno protagoniści jak i antagoniści są zarysowani wyjątkowo nijako – ich motywacje nie są specjalnie przekonujące, a charaktery zbyt pogłębione.  Akcja toczy się dość szybko, ale nie jest pretekstem do niczego więcej – to jedynie nawalanka, a znając potencjał twórczy Scotta Snydera, taki stan rzeczy mocno rozczarowuje.

Główna składowa trzeciego (i zarazem ostatniego) tomu „All-Star Batman” zawodzi. To mamy już ustalone. Ale poza nią znalazło się tu miejsce także dla krótszej historii. Ta nie jest już pisana przez Snydera, tego zadania podjął się Rafael Albuquerque, który z Amerykaninem współpracuje nie po raz pierwszy. Zazwyczaj pracuje jako rysownik (o tym w kolejnym akapicie), ale czasami coś tam skrobnie. Tutaj, wraz z Rafaelem Scavone, zaproponował nam niezobowiązującą sensację, która pozostawia po sobie całkiem dobre wrażenie. Batman rozpracowuje od środka rosyjską rodzinę mafijną, co ukazane jest co prawda w sporym uproszczeniu, ale też z niejakim urokiem, z wykorzystaniem tak przyjemnych motywów jak wniknięcie w przebraniu w szeregi wroga, infiltracja i eliminacja zagrożenia. Obu scenarzystom udało się napisać całość naprawdę sprawnie – ten segment czyta się na pewno lepiej niż wcześniejszy, prowadzony przez główną gwiazdę albumu.

Bardzo dobrze spisali się rysownicy. Pierwsze skrzypce gra tu wspomniany wcześniej Albuquerque. Jego prace są przejrzyste, klarowne i bardzo miłe dla oka. Prezentuje trochę inny styl niż na przykład w „Amerykańskim wampirze”, bowiem w „Pierwszym sojuszniku” nie jest on aż tak umowny i wydaje się o wiele bardziej realistyczny. Bardzo mi się podoba praca kolorysty – barwy bywają zróżnicowane,  wyraziste lub przytłumione, ale zawsze są dobrze dopasowane, świetnie wypadają też kolorystyczne kontrasty, stosowane na niektórych kadrach. Artysta odpowiedzialny za drugi segment albumu także pozostawia po sobie dobre wrażenie. Sebastian Fiumara, bo o nim mowa, jest klarowny i efektowny, co idealnie pasuje do tej dynamicznej opowieści.

Wraz z „Pierwszym sojusznikiem” Scott Snyder zakończył swoją misję jako scenarzysta „All-Star Batman”. Nie można powiedzieć, by było to zakończenie imponujące, a akurat po jego jakości podobno poznaje się prawdziwego mężczyznę... Cóż, zostawmy jednak złote myśli byłego premiera Polski, ważniejsze jest to, czy twórca „Mrocznego odbicia” odnajdzie jeszcze swoją dawną, wysoką formę.. Wiarę w swojego twórcę mają na pewno decydenci DC Comics, którzy powierzyli Amerykaninowi kolejne tytuły z bat-uniwersum. A o tym czy pokazuje w nich klasę, niebawem przekonamy się i my, wiadomo już bowiem, że „na dniach” ukażą się po polsku. Ja mam nadzieję przynajmniej na tyle, że będą lepsze niż „Pierwszy sojusznik”.


Tytuł: Pierwszy sojusznik
Seria: All-Star Batman
Tom: 3
Scenariusz: Scott Snyder, Rafael Albuquerque, Rafael Scavone
Rysunki: Rafael Albuquerque, Sebastian Fiumara
Kolory: Jordie Bellaire i inni
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Tytuł oryginału: All-Star Batman Vol. 3: The First Ally
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania: marzec 2019
Liczba stron: 132
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Wydanie: I
Format: 165x255
ISBN: 978-83-281-4129-2