Melancholia?

Ocena: 
8
Average: 8 (1 vote)

Wstajesz rano i już wiesz, co się wydarzy. Znasz to uczucie od bardzo dawna. Niezmiennie towarzyszy ci dzień po dniu. Modlisz się o pomyłkę, ale nie wiesz po co i do kogo. To ten sam uporczywy ból. Ale gdzie? Chyba poniżej. Tak, na pewno poniżej. Łapię cię ten przejmujący ucisk. Chwilę panikujesz. Zadręczasz swój i tak nie wyspany umysł. Nagle znów ten głos: Tylko spokojnie. Oddychaj. Jesteś w domu. Tu jest bezpiecznie. Lepiej.
Wiesz, że musisz się podnieść. Ruszyć swoje ciało. Mięsień po mięśniu, kość po kości. Czy warto? To bez znaczenia. Mimo wszystko boisz się. Idziesz do toalety. Ten głupi czyn kosztuje cię tyle nerwów i zdrowia. Mała rzecz, a może wpłynąć na cały twój dzień. Proste, a takie trudne zarazem. Na razie nie jest tak źle. Do przeżycia.
Już z samego rana musisz podjąć wiele decyzji. Zjeść czy nie zjeść? Umyć się? Czy musisz? Musisz. Wiesz to, więc po co się łudzisz i oszukujesz? No w końcu podjąłeś decyzję. Zjadłeś coś i wychodzisz na brukowaną ulicę. Dokąd ci ludzie tak pędzą? Czy znają cel swojej podróży? A może udają, by wtopić się w tłum? Wchodzisz w ten tłum. Robisz to dość świadomie.
Praca, kolejny sposób na marnowanie swojego czasu, a mamy go niewiele. Ale cóż, dopasowałeś się już dawno. W końcu to nie pierwszy raz.
Siadasz za biurkiem i nauczasz niby-przyszłe pokolenia. Czy coś im zostaje? Zostawisz coś po sobie? Pewnie nie. To już nie ma znaczenia. Musisz zostawić to za sobą, bo inaczej myślenie nie pozwoli ci się skupić na tym, co ważne. Potrzebujesz w końcu pieniędzy (w tym wypadku datku dla biedoty na najważniejsze potrzeby). Odbębniłeś swoje, więc chyba na dzisiaj wystarczy, co? A nie, poczekaj chwilę. Do końca jeszcze daleko.
„Zrób to dla mnie proszę”. Słyszysz to kilkanaście razy dziennie. Jak zawsze się nie zgadzasz i odpowiadasz: „Jasne, a o co chodzi?”. Dobrze ci poszło? Chyba nie bardzo, ale to zawsze dodatkowa jałmużna za pracę. Nagle... skurcz żołądka, panika, strach. Czemu? Skąd? Łazienka staje się twoim schronieniem. Głośno i głęboko chwytasz powietrze w płuca. Zajmuje ci to chwilę i lecisz dalej.
Tęsknisz. Za czym? Po co? Czy to stąd ta panika? Kto to wie? Na pewno nie ty.
Już czas. Wracasz. Jesz coś w biegu, ponieważ wiesz, że to i tak nie ma znaczenia. Od razu myjesz się i kładziesz spać. Może dobra książka? Co to znaczy dobra? Ta, która ma najwięcej „naj” na portalu? Ta, którą ktoś ci polecił? Sam już nie wiesz. Po prostu była na półce w salonie. Kolejna bezsensowna decyzja w twoim życiu, a jednak ma znaczenie. W końcu marnujesz swój czas na sen.
Gasisz światło i myślisz. Czy to ważne nad czym? Chyba nie aż tak, żebyś kogoś tym męczył.
Zesłano ci łagodny i głęboki sen. Ale nie za głęboki. Nie przesadzaj. Nie bądź pyszałkiem. Nie zawsze tak jest, ale tym razem zapamiętujesz swój sen. A przynajmniej jego fragmenty. Stanęła przed tobą. Trochę się rozpadała, ale najbardziej w zapamiętałeś jej długą, czerwoną sukienkę. Dlaczego ją założyła? Uśmiechnęła się do ciebie łagodnie i wbiła coś w twoją rękę. Nagle jej słodki głos szepcze ci do uch
– Boli?
– Tylko trochę.
– Będzie bolało bardziej.
– A co to jest?
– To jest takie nic. Nic, które boli.