X-O Manowar. Tom 1: Żołnierz – Matt Kindt, Tomas Giorgello, Diego Rodriguez

Nie chcę, ale muszę

Maciej Rybicki

Wydawnictwo Valiant nie należy może do komiksowych gigantów, jednak w historii branży zapisało, a w zasadzie nadal zapisuje, całkiem interesującą kartę. Stąd też cieszy fakt wprowadzenia jego szerszej oferty na polski rynek przez KBOOM (pomińmy tu milczeniem nieszczęsną historię z wydawnictwem Fantasmagorie). Muszę przyznać, że początek mają nadzwyczaj udany – „Waleczni” to efektowne wprowadzenie do uniwersum, a stanowiący ich bezpośrednie rozwinięcie „Bloodshot” również zbiera całkiem niezłe recenzje. Czas zatem przyszedł na najbardziej znany tytuł Valianta, czyli „X-O Manowar”.

Gdyby spojrzeć tylko na nazwiska twórców postaci Arica z Dacji (bo tak nazywa się główny bohater tego tytułu), to już one same robią wrażenie: Jim Shooter, Steve Engelhart, Bob Layton i Barry Windsor-Smith w swoim czasie stanowili elitę ze stajni Marvela. Tyle tylko, że na fali komiksowego boomu przełomu lat 80. i 90. postanowili stworzyć coś nowego. Zamiast łączyć siły z młodymi gniewnymi byłymi marvelowcami tworzącymi wydawnictwo Image (czyli m.in. Toddem McFarlane’em, Jimem Lee, Erikiem Larsenem i Robem Liefeldem) zebrali się pod szyldem Valiant Comics (które de facto było powstałą kilka lat wstecz inicjatywą Shootera, swoistym odreagowaniem po nieudanej próbie wykupu Marvela). Valiant kusił czytelników nie tylko uznanymi nazwiskami, ale też ciekawym pomysłem na linię wydawniczą, w której poszczególne tytuły byłyby ze sobą powiązane mocniej niż w jakiejkolwiek innej oficynie. Sztandarowym tytułem była zaś właśnie pierwsza inkarnacja „X-O Manowar”, serii o Aricu z Dacji – wizygockim wojowniku, który wskutek splotu okoliczności zostaje obdarzony świadomą zbroją X-O Manowar. I choć zarówno samo wydawnictwo, jak i tytuł wiele przeszły na przestrzeni ostatnich 25+ lat, to przygody Arica wciąż cieszą się sporą popularnością.

Trudno się zatem dziwić, że także i przy okazji resetu uniwersum Valianta w 2017 „X-O Manowar” pozostał w gronie sztandarowych tytułów. Seria autorstwa Matta Kindta, Tomasa Giorello i Diego Rodrigueza wydaje się zresztą całkiem niezłym wprowadzeniem do przygód Arica, szczególnie dlatego, iż stanowi dla samego bohatera start niemal od zera. Poznajemy go bowiem jako mieszkańca bliżej nieokreślonej planety, który wyrzekł się swojego dziedzictwa i pragnie wieść zwykłe, spokojne życie. Tyle tylko, że warunki są niekoniecznie sprzyjające. Wokół toczy się bowiem wojna, w którą zostaje wciągnięty. Chcąc nie chcąc, sięga zatem po możliwości, jakie daje mu schowana gdzieś zbroja – świadomy artefakt zmieniający Arica w dzierżyciela potężnej broni. Na przestrzeni trzech zebranych w pierwszym tomie zeszytów (plus kilka dodatków) obserwujemy więc drogę Arica w szeregach armii Lazurowych. Muszę przyznać, że historia ta robi wrażenie na kilku poziomach. Po pierwsze, mimo relatywnie sztampowej fabuły, udało się Kindtowi napisać wciągającą historię o walce z własną przeszłością. Aric zmaga się nie tylko z wrogiem, ale też z brzemieniem własnych decyzji, bezustannie szuka potwierdzenia słuszności swoich wyborów, a jednocześnie pragnie po prostu przetrwać. Po drugie, bohater naprawdę daje się lubić – nie jest nudny czy banalny… choć sam szkic mógłby coś takiego sugerować. Po trzecie, bardzo fajnie wypada świat przedstawiony. Całość znajduje się gdzieś na przecięciu heroicznej fantasy i space opery, przypominając nieco popularne w pierwszej połowie XX wieku literackie nurty science fantasy i sword & planet (kojarzone choćby z „Księżniczką Marsa” Burroughsa czy „Umierajacą Ziemią” Vance’a). Na gruncie komiksowym skojarzenia np. z „Planetą Hulka” także wydają się być całkiem na miejscu. W efekcie powstaje efektowna przygodówka w równym stopniu wypełniona akcją, co nieco bardziej nastrojowymi przemyśleniami głównego bohatera.

Na słowa uznania zasługuje także warstwa graficzna pierwszego tomu współczesnej inkarnacji tytułu. „Żołnierz” zilustrowany został przez pochodzącego z Argentyny Tomasa Giorello, artystę mającego w swoim dorobku pracę nie tylko dla Valiant, ale także DC czy Dark Horse (nad tytułami z rodziny Conana). I to właśnie te ostatnie mogą stanowić niezły punkt odniesienia jego rysunków na łamach „X-O Manowar” – strony omawianego woluminu pełne są bowiem bitewnych ujęć, które z powodzeniem mogłyby zdobić strony opowieści o Cymmeryjczyku. Znakomite wrażenie robi tu przede wszystkim dynamika i szczegółowa kreska pochodzącego z Buenos Aires rysownika. Gdy dołożymy do tego nieco postapokaliptyczną ornamentykę i świetne, stonowane kolorowanie w wykonaniu Diego Rodrigueza, otrzymamy komiks, który potrafi cieszyć oko, i do którego można z przyjemnością wrócić choćby dla samego obcowania z jego oprawą graficzną.

Polski debiut „X-O Manowar” zrobił na mnie spore wrażenie. To wciągający, rozrywkowy komiks stanowiący zgrabne wprowadzenie do przygód Arica z Dacji. Mam nadzieję, że kolejne odsłony będą trzymać podobny poziom. Jest tu bowiem wszystko, czego możemy oczekiwać po pozycji utrzymanej w konwencji kosmicznego fantasy – intryga, mnóstwo akcji, dający się lubić, ciekawy bohater i wspaniałe rysunki. Gdy dodamy do tego umiejętnie poprowadzoną historię, dostajemy rzecz ze wszech miar udaną, nawet jeśli nieroszczącą sobie specjalnych pretensji intelektualnych. Tu ma się po prostu sporo dziać i ładnie wyglądać – i dokładnie tak jest! Czekam na więcej!


Tytuł: Żołnierz
Seria: X-O Manowar
Tom: 1
Scenariusz: Matt Kindt
Rysunki: Tomas Giorgello i inni
Kolory: Diego Rodriguez
Tłumaczenie: Marek Starosta
Tytuł oryginału: X-O Manowar: Soldier (X-O Manowar #1-3, Valiant: X-O Manowar 2017 FCBD Special)
Wydawnictwo: KBOOM
Wydawca oryginału: Valiant
Data wydania: grudzień 2018
Liczba stron: 124
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-951721-2-0