Obcy

Ocena: 
4
Average: 4 (1 vote)

Przybyli z gwiazd.
Jak deszcz stalowych łez.
W pancerzach czarnych jak głębia oceanu. W dłoniach mieli ogień, w sercach pustkę.
Nie słyszeli naszego głosu. Byli głusi na zawodzenie niesione wiatrem, na szum i lament spływające z lepkim płaczem po sękatej skórze.
Niegdyś żyliśmy w połączeniu. Wszyscy razem od strzelistych gór, gdzie zbłądzili nieliczni nasi braci, po krawędź spadającą do bezdni ojca mórz. Gdzieś tam, na końcu horyzontu, śpiewali nasi kuzyni, lecz wtedy wielki błękit rozdarły srebro i błyskawice.
Wówczas umilkli.
Cisza trwała, aż żelazne krople opadły nam na barki.
Wymordowali nas bez zastanowienia. Odebrali dom.
Swój wznieśli na naszych kościach.