Purpura

Ocena: 
9
Average: 9 (2 votes)

– Zielonych czy Niebieskich?

Po dwóch godzinach Narses przywykł już do chłodnego powiewu nocy. Przesunął zdobiony, drewniany pionek w kierunku posrebrzanego talerza. Poukładane dookoła naczynia i sztućce tworzyły mozaikę ulic, bizantyjski labirynt straganów, domków i zaułków. Obrócona do góry dnem miska dumnie górowała nad misterną konstrukcją w miejscu, w którym znajdowałby się pałac cesarski. Za murem z winogron, poza polem widzenia eunucha, rozpościerał się chaos minionej nocy.

Jeszcze przed chwilą Belizariusz zerkał z szyderczym uśmiechem w kierunku prowizorycznej mapy, ale z armeńskim winem jako sojusznikiem sen zmorzył nawet najwybitniejszego wodza największego imperium Morza Śródziemnego. Spomiędzy szat wyzierało obnażone ostrze, którym ten z werwą wymachiwał w końcowych etapach rauszu, inscenizując walkę z sasanidzkim kawalerzystą.

Cesarz krzyczał w sennych majakach, ale nikt nie śmiał zakłócać wielkiemu Justynianowi spoczynku. Przynajmniej nie do rozwiązania problemu dewastujących miasto zamieszek.

– Niebieskich dało się słyszeć z wnętrza.

Narses uniósł wzrok. Choć pozbawiona już gapiów, cesarzowa wciąż oddawała się dzikiemu tańcowi na prowizorycznej scenie. Purpurowa szata co i rusz znikała za kolumnadą, regularnie muskając leniwe płomienie świec.

– Skąd ta pewność?

Zeszła ze sceny, niknąc w mroku. Nim zdążył mrugnąć stała już na balkonie, blada zjawa zdająca się czyhać na jego życie, gdy tylko spojrzy w przeciwną stronę.

– Zaufaj mi. Niebieskich.

Odwróciła się w kierunku planszy. Nawet skulony nad swoimi ukochanymi figurkami wydawał się od niej większy. Przez dłuższy moment eunuch zdawał się kompletnie ignorować jej obecność, zatopiony w rozmyślaniach nad przebiegiem nadchodzącej bitwy z rozwścieczonym tłumem.

– I znowu milczysz.

– O czym nie można mówić, o tym należy milczeć.

– Rzekł wielki myśliciel Narses znad swojej kolekcji.

Kąciki ust drgnęły. Jeszcze chwila i niemal by się uśmiechnął.

– Logik. To czysta logika.

Spomiędzy jego palców wyłonił się zielony konik, lądując po chwili na talerzu podstawionym w miejsce hipodromu.

– Zerknij na ziemię, rozstawiłem ju…

Nim dokończył zdanie potrąciła bosą stopą tacę z pionkami. Łoskot przewracających się elementów zlał się z nerwowym chichotem.

– Na co mi ta makieta? Przecież ci powiedziałam! Niebieskich. Wiesz, że Justynian zawsze im kibicował.

– Dobrze, przekupimy Niebieskich. Co wtedy? Mamy im wierzyć, że magicznie ulegną? Że przerwą powstanie i rozejdą się tak po prostu do domów?

Spróbował schylić się po swoje pionki, ale w odpowiedzi kolejny cios nogą zmiótł z posadzki całą dzielnicę. Zaklął pod nosem.

– Głupek – szepnęła.

Znów chichot. Znów nie umiał się gniewać. Po prawdzie to nigdy nie umiał.

Cesarzowa otuliła eunucha szatą.

Zadrżał.

Zamilkli.

Dopiero teraz usłyszał jazgot zamieszek niesionych przez nocny wiatr. Rozwścieczona tłuszcza zbliżała się do pałacu, gdy łuna okalająca Konstantynopol powoli ulegała blaskowi wschodzącego słońca, stapiając się z wściekle pomarańczowym niebem.

 

– Dobrze Ci w purpurze, wiesz?

– Wiem.