Dzikie dziecko miłości – Aneta Jadowska

Sprawiedliwość według martwych

Anna Szumacher

Bardzo lubię, kiedy książki Anety Jadowskiej są wypuszczane na rynek w okolicy wakacji. Bo to takie pełne akcji, ale lekkie i humorystyczne powieści. Czasem skupiają się na kopaniu tyłków przez wyszkolonych zabójców, czasem to szamańskie przepychanki z duchami. Bywają wojny wilków, niebiańskie apokalipsy, krótko mówiąc do wyboru, do koloru. Idealne do czytania dla rozrywki, na przykład na plaży. Z taką myślą podchodziłam do najnowszej powieści Jadowskiej, czyli „Dzikiego dziecka miłości”. I powiem wam jedno: nigdy nie można ufać kobiecie…

…bo kiedy ja już się przyzwyczaiłam do pewnego rytmu książek z magicznego Thornu, autorka wykonała woltę. I wcale lekko nie było. Co nie znaczy, że nie było dobrze. Było bardzo dobrze. I to z kilku względów.

Przede wszystkim to wielka gratka dla fanów Dory Wilk i akcji dziejącej się w Thornie. Aneta Jadowska nie porzuca swoich ludzi – choć może to raczej oni nie chcą się odczepić, ale w DDM poza Dorą pojawia się naprawdę spora grupa osób przewijających się przez poprzednie książki z serii: jest nekromantka Katia, szpieg łamane przez nauczyciel Nissim, patolożka Bogna, szaman Witkacy wraz z całą rodziną i Sępem w bonusie, spora grupa wilków z Thornu i wampiry. Tak, jest Roman. Dużo Romana (czyżbym w tle słyszała piski?). Nieco zawiedzeni mogą być wyłącznie fani Joshui i Mirona, bo ci nie pojawiają się praktycznie w ogóle. Mamy też nowych bohaterów. A może raczej bohaterkę, bo wygląda na to, że w Thornie może dojść do sporych zmian, jeśli chodzi o władzę wykonawczą… ale mówienie o tym dalej byłoby spoilerem, więc wróćmy do fabuły.

Po Thornie grasuje seryjny morderca. Dowiadujemy się o tym od jednej z ofiar, która została przez niego zabita, ale jakoś tak mało skutecznie. Dlatego też pierwsza część książki to wydarzenia teraźniejsze przeplatające się z opowieścią o niedawnej przeszłości. Nie dowiadujemy się od razu, kto jest mordercą i jakie są jego cele, bo oczywiście nie może chodzić tylko o zabijanie młodych dziewczyn. A potem okazuje się, że pod drugim dnem jest i trzecie.

Warto także zwrócić uwagę na ewolucję postaci Dory. To już nie jest rozbrykana boginka seksu z przerostem ego, jaką znamy z heksalogii. Wyrosła na skomplikowaną, dorosłą kobietę, która zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że niektóre rzeczy ją przerastają. Że czasami nie damy sobie rady bez pomocy innych. Nawet jeśli pomocy ma nam udzielić wampir wątpliwego zaufania. Jest bardziej rozważna, więcej myśli, niż działa. To już nie jest postać na granicy marysujki, ale osoba, którą naprawdę można polubić. Nie byłam fanką Dory, zawsze wyżej stawiałam Witkaca i Nikitę. Ale chyba zmienię zdanie.

Co jednak wyróżnia DDM spośród innych książek Jadowskiej? Wartość dodana. Mam wrażenie, że autorka o jeden raz za dużo usłyszała, że gwałt jest winą ofiary i zamiast pójść i pobić kolejnego „geniusza”, napisała o tym książkę. O gwałtach. O tym, kto tak naprawdę jest winny. O psychopatach i ofiarach. I tym jak kijowa jest obecnie sytuacja nie tylko w Thornie, ale i u nas w kraju. Jak absurdalnie szkodliwe jest podejście społeczeństwa, policji czy sądów do spraw dotyczących przemocy seksualnej. Wyjście na imprezę nie jest zaproszeniem do gwałtu. Sukienka nie jest zaproszeniem do gwałtu. Picie alkoholu nie jest zaproszeniem do gwałtu. A ofiara nie jest winna. Po prostu, kurna, nie. To takie proste.

Tak, „Dzikie dziecko miłości” to bardzo dobra książka. Może powinna stać się lekturą poglądową. Nie tylko dlatego, że porusza ważny temat i wreszcie staje po właściwej stronie. Ale sugeruje także, że jeśli nie zmieni się prawo, nie zmieni się społeczeństwo, to ofiary mogą wziąć sprawy we własne ręce.


Autor: Aneta Jadowska
Tytuł: Dzikie dziecko miłości
Wydawca: SQN
Data wydania: 15 maja 2019
Liczba stron: 528
ISBN: 9788381294706