Kocia rola

Autor: 
Ocena: 
10
Average: 10 (1 vote)

Kiedy się ocknąłem, czułem się wspaniale. Wreszcie byłem wolny i niczym nie ograniczony. Nie wiedziałem gdzie jestem – miałem jedynie niejasną świadomość, że dryfuję w niezgłębionej, kosmicznej pustce. Jednak fakt ten wcale mnie nie przytłaczał, a wręcz przeciwnie – dawał mi poczucie całkowitej swobody i spokoju.

Wtem poczułem nieodpartą siłę, która ściągała mnie w dół – w stronę Ziemi, skąd tak niedawno odszedłem. Zbliżałem się do powierzchni planety w zastraszającym tempie, choć z całych sił próbowałem się zatrzymać. Mijając Księżyc, a następnie kilka sztucznych satelitów, zastanawiałem się dokąd lecę. Przebijając się przez warstwę chmur, uświadomiłem sobie, że zmierzam prosto do miejsca, w którym mieszkałem przez ostanie kilkanaście lat. Czyżbym miał znów wrócić do swojego ciała? – Zastanawiałem się.

O tym, jak bardzo się myliłem, przekonałem się dopiero, gdy zamiast do domu, nieznana siła pchnęła mnie najpierw w stronę szopy, a później nieubłaganie wprost na ciało rodzącej kotki.

***

Pierwsze, co poczułem po przebudzeniu, to drażniące drapanie w gardle. Odchrząknąłem kilka razy, kaszlnąłem i wyplułem… kłaczek. Zaraz po tym zauważyłem, że całe ciało mam pokryte sierścią i leżę obok gigantycznej kocicy. Po chwili namysłu doszedłem jednak do wniosku, że to nie kotka jest ogromna, lecz ja jestem małym, bezbronnym zwierzakiem. Znów poczułem jak nieznana siła ciągnie mnie w górę; tym razem jednak nie było w niej nic tajemniczego – to po prostu moje własne dzieci wzięły mnie, teraz już zwykłe małe kocię – na ręce. W ten sposób zostałem przeniesiony pod ogromne drzewo, gdzie szybko zapadłem w drzemkę.

Po pewnym czasie poczułem, że moknę. Otworzyłem oczy i przekonałem się, że to wcale nie był sen, a ja wciąż jestem kotem; na dodatek pada na mnie deszcz. Pośpiesznie potruchtałem w stronę domu. Drzwi były zamknięte, a ja nie mogłem sięgnąć klamki – zacząłem więc głośno i przeciągle miauczeć. Wreszcie, gdy myślałem już, że zedrę sobie gardło, ktoś otworzył drzwi i wpuścił mnie do środka. To była moja żona. Bardzo się zmieniła od czasu, kiedy widziałem ją po raz ostatni – wynędzniała, stała się znacznie chudsza, zmartwiona i jakby przybyło jej lat. To wszystko przeze mnie – pomyślałem i chciałem zapłakać, lecz w mej obecnej formie nie było to możliwe. Bardzo chciałem naprawić wszystkie moje dawne przewinienia, lecz jak miałem to uczynić, skoro byłem tylko małym zwierzakiem?

Zajęty rozpaczaniem, nie spostrzegłem się nawet kiedy posadziła mnie na swych kolanach i zaczęła głaskać. Właśnie wtedy, patrząc na jej uśmiechniętą twarz, pojąłem swoją nową, kocią rolę. I zamruczałem przeciągle.