Wpadka

Ocena: 
0
Brak głosów

Nie był pewien, co właściwie go obudziło. To przeraźliwie jaskrawe światło, czy miliony głosów w głowie, dokuczających jeszcze intensywniej, niż na co dzień. Rozejrzał się za butelką, po czym sięgnął po nią i pociągnął parę łyków. Nie ugasi pragnienia, ale też nie zaszkodzi, a na pewno pomoże przypomnieć sobie, co i jak.

Pustkę w pamięci powoli wypełniały szczegóły nocnych wydarzeń. Wesele. W porządku, to jeszcze kojarzył. W końcu go zaprosili, choć na pewno nikt się nie spodziewał, że przyjdzie. I tak go nie rozpoznali, jak zwykle. Ale to dobrze. Rozgłos stanowczo przeszkadzał w zabawie. Wiedział już w takim razie, skąd ten kac. Ale miał dziwne przeczucie, że to nie wszystko.

Co dalej... O, to jest ciekawe. Jakaś Marysia, małolata z drobnym biustem, cnotka. Miał do takich słabość. Ona też go szybko polubiła. Nic dziwnego. Jak nikt inny potrafił wysłuchać, pocieszyć, doradzić... Wkrótce miała wyjść za mąż i bała się, że sobie nie poradzi. Ona? No daj spokój, z takim ciałem? Przecież w łóżku fruwała, aż miło.

Coś przestało mu się zgadzać. Dobrze znał reguły, w końcu sam je przed laty ustalił. Żadnych przelotnych romansów. A już tym bardziej żadnego przelatywania. Wskoczył w spodnie i wezwał swojego najwierniejszego agenta. Ten pojawił się szybko i z miejsca rzucił pochlebstwem. W gładkich słówkach był niezrównanym mistrzem.

- Fajną dupencję wyrwałeś, szefie. Ostatnia dziewica w mieście.

- Było minęło. Mów mi zaraz, co się da z tym zrobić.

W powietrzu pojawił się hologram z tysiącem różnych wskaźników. Dawały ostro po oczach, ale jeszcze gorsza była ich treść.

- Przykro mi. Zapylona, na amen.

- Jakie kurwa na amen! Ja przecież nie mogę. Da się od tego wykpić?

- Za późno, to będzie zdrowy chłopczyk. Moje gratulacje.

- I tak go nie uznam, niedoczekanie.

Spojrzeli na siebie z konsternacją. Obaj wiedzieli, że to nie jest takie proste. W końcu jednak agent chytrze się uśmiechnął.

- Dobra, szefie, załatwię to. Bez świadków, po cichu, na pustyni. Daj mi tylko na to czterdzieści dni.