Nie miał na bilet

Ocena: 
9
Average: 9 (6 votes)

Pan Eugeniusz kończył okrążanie stołu, kolejny raz zatrzymując się, by zajrzeć w pożółkłą ulotkę lekarstwa, którą potem starannie składał wpół. Zakolebał się na fałdzie dywanu, zgubił rym i zapomniał o kartce.

Wypchnięty z pola grawitacji mebli, śpiesznie potruchtał na korytarz i szarpnął drzwi wyjściowe. Klamka nie ustępowała. Zafrasował się, manipulował chaotycznie przy zamku.

– Gdzie pan znowu idzie? – Wyjrzała z drugiego pokoju kobieta.

– Do domu.

– Chce pan pić? Zrobię herbatę.

– Tak – ucieszył się. Chciało mu się pić. – Tak, tak.

Po drodze zatrzymała go kurtka na wieszaku. Z wewnętrznej kieszeni wydobył sfatygowany portfel i pracowicie wyjmował monety, przekładając je z ręki do ręki.

Stojąca w drzwiach nieznajoma kobieta wciąż patrzyła, więc zapytał:

– Widzi pani, mam problem… Pani taka uprzejma… Muszę do domu. Do Kęt. Może mi pani pożyczyć osiem złotych? Widzi pani… A nie mam na bilet… Do mamy. Do Kęt.

– Syn pana odwiezie. Jutro – powiedziała głośno.

– Syn? – zdziwił się, jakby przyglądał się uważnie słowom. – Tak. No tak.

Poszedł drobnymi kroczkami za kobietą, gdy zniknęła w półmroku pokoju.

– Wie pani… Nie mam…– dręczyło go. Zapalił górne światło i popatrzył w jej twarz z prośbą. Oboje spojrzeli na zegar ścienny. – A tam martwią się… Może mi pani…?

Milczała.

Pan Eugeniusz usiadł sztywno w fotelu i czekał. Potem przymknął powieki, przysnął, a głowa mu zwisła na ramieniu jak pasażerowi śpiącemu w pociągu. Nawet kołysało nim podobnie.

Kiedy się obudzi po dziesięciu, piętnastu minutach drzemki, wyruszy po raz kolejny w podróż dookoła stołu, do drzwi, do Kęt pod Częstochową.

Odpowiedzi

Dla mnie to jest być może nieco za krótkie. Zaczyna się dobrze, kończy się dobrze, środek bym o jakieś 20% rozbudował jakoś (gdybym umiał). Temat z grupy samograjów, ale jeszcze trzeba umieć to wykorzystać, co tu się udało. A punkty, no cóż, znowu trzeba dawać dwucyfrówkę, bo ogólnie wypada to świetnie.

Ciekawe :)

czym tu się zachwycać.