Wall Street

Ocena: 
0
Brak głosów

Ryan wyszedł z budynku. Namioty pokryte cienką warstwą śniegu przypominały igloo, które niedawno widział na Discovery. Prawdziwa eskimoska wioska w centrum Nowego Jorku.

- Że też jeszcze im się to nie znudziło.

Dealer odwrócił się. Pod stalowo-szklaną markizą kulił się Andrew Johnson z Kontrolingu. Jego oddech zlewał się w jedno z chmurą papierosowego dymu.

- Co ty tu robisz?

- Wyciąg w palarni się zepsuł…

- Nie o to pytam. Niedługo północ.

- Dopinamy wrzesień. Przez Europę były duże korekty. Jeżeli w poniedziałek chcesz mieć raport swojej dochodowości, lepiej trzymaj za nas kciuki.

Ryan nie odpowiedział.

- Spójrz na nich – Andrew wskazał namioty protestujących. – Co ci nieudacznicy sobie myślą? Że jesteśmy jakimiś krwiożerczymi potworami, czy coś?...

- Najwidoczniej – Dealer wzruszył ramionami.

- A ty dlaczego kiblujesz? – Andrew wyrzucił niedopałek i ruszył w kierunku przeszklonych drzwi biurowca.

- Ja dopiero zaczynam – sucho odparł Ryan. – Zajmuję się Dalekim Wschodem, zapomniałeś? W Tokio za pół godziny znów ruszą notowania.

- A propos – Andrew zatrzymał się przy drzwiach. – Nie zamówiłbyś ze mną sushi?

- Może innym razem. Wyszedłem właśnie po to, żeby coś przekąsić.

- Twój wybór – dodał na odchodne Andrew. – Ja tam wolę jak jedzenie samo do mnie przyjeżdża.

Ryan został sam. Obrzucił wzrokiem pogrążone we śnie miasteczko namiotowe i uśmiechnął się do siebie.

- Ja też – szepnął, odsłaniając kły.