Subiektywnie

Briggs Land 2. Samotna walka – Brian Wood, Mack Chater, Werther Dell'edera

Briggs Land 2. Samotna walka

Jagoda Wochlik

„Briggs Land 2. Samotna walka” jest drugim tomem serii „Briggs Land”, która w Polsce ukazuje się nakładem wydawnictwa Egmont. Tworzą ją scenarzysta Brian Wood („Ludzie Północy”, „Moon Knight”, „X-Men”) oraz rysownicy Werther Dell'edera („Loveless”) i Mack Chater, znany w Polsce jedynie z „Briggs Land”.

Życie Grace Briggs nie zwalnia tempa. Podczas wyprawy z bratankiem jeden z jej synów spotyka na szlaku dwoje turystów. Ponieważ jest to ziemia Briggsów, mężczyzna węsząc podstęp, postanawia ich zatrzymać. Kiedy policja uznaje turystów za zaginionych, a telewizja podaje to do publicznej wiadomości, nad ziemią Briggsów, skąd nadal dochodzi sygnał z telefonu zaginionych, zaczynają krążyć helikoptery FBI. Na dodatek Grace wciąż ma kłopoty z mężem. Ten, choć siedzi w więzieniu, ani myśli przekazać władzę w ręce żony.

Kiedy sięgałam po „Briggs Land”, miałam nadzieję na opowieść o silnej kobiecie. I w sumie to dostałam. Ale wraz z nią otrzymałam znacznie więcej – historię terytorium, które rządzi się własnymi prawami w ramach bycia częścią państwa, opowieść o praniu pieniędzy i prawicowej sekcie, w której tatuowanie sobie swastyki to nic złego.

Mam z serią „Briggs Land” pewien problem. Grace Briggs mówi o wolności i szacunku, z drugiej jednak strony bez mrugnięcia okiem łamie prawo kraju, w którym mieszka, a arsenał broni będący w jej posiadaniu pewnie wystarczyłby dla polskiego wojska. Choć rozumiem jej pobudki, dostrzegam fałsz całej sytuacji i trudno mi zgodzić się z  racjami bohaterki. Zdecydowanie nie popieram ograniczania jednostki, mimo to nie wyobrażam sobie też tolerancji dla inicjatywy polegającej na założeniu w środku państwa osobnego państwa, gdzie łamie się prawo, kultywuje patriarchat, ślepo wierzy w religię i otacza kultem wątpliwe symbole.

Outsider – Stephen King

Stara jakość w stylu nowym... do połowy

Marek Ścieszek

Gdyby kiedyś postanowiono zachować pamięć o największym, współczesnym nam twórcy literackiej grozy, bez wątpienia obok posągu najpiękniejszej aktorki środka dwudziestego wieku, Rity Hayworth, gdzieś na dnie oceanu spoczęłaby odlana z brązu figurka Stephena Kinga. W porządku, po tym bezczelnym przejawie braku elementarnego obiektywizmu możemy przejść do wrażeń z lektury najnowszego dzieła geniusza z Maine, czyli „Outsidera”.

Gwiezdny zamek. 1869 – Podbój kosmosu – tom 2 – Alex Alice

Gwiezdny zamek. 1869 – Podbój kosmosu

Jagoda Wochlik

Alex Alice, autor serii „Testament”, tym razem proponuje nam serię komiksów science fiction dla młodszego czytelnika, „Gwiezdny zamek”. Wydawnictwo Egmont zdecydowało się wprowadzić ją na polski rynek. „Podbój kosmosu” to jej drugi tom, który ukazał się w lipcu tego roku.

Serafin, jego ojciec, Zofia, Hans i Ludwik Bawarski umknęli knowaniom szambelana i uciekli w przestworza latającym statkiem, stworzonym po to, by wyruszyć nim na wyprawę w celu odnalezienia i pozyskania eteru. Nie wszystko jednak poszło zgodnie z planem i bohaterowie dryfują po kosmosie. Aby wrócić na ziemię, muszą okrążyć Księżyc, a nawet się tam na chwilę zatrzymać.

Cykl „Gwiezdny zamek” nie ma skomplikowanej fabuły. Jest to prosta historyjka będąca hołdem dla fantastycznych opowieści z końca wieku XIX i początku XX. Odnajdziemy tu echa historii, jakie znamy już z twórczości Juliusza Verne’a czy H.G. Wellsa. Z całą pewnością jest w tej serii miłość do materiału źródłowego i być może to stanowi jej główną siłę.

Jej potencjał tkwi także w świetnym wykorzystaniu postaci historycznych, choćby Ludwika Bawarskiego, który został sportretowany trochę jako wizjoner, trochę jako szaleniec. Nie wiadomo czy mu kibicować, czy się go bać. Mamy też knującego swoje intrygi Bismarcka i austriacką cesarzową, przyjaciółkę Ludwika, Sissi.

Całości dopełniają przepiękne rysunki. Z jednej strony genialnie przekazują klimat epoki i dzieł wspomnianych już pisarzy, z drugiej drobiazgowo oddają rzeczywiste miejsca i budowle, a z trzeciej są bardzo miłe dla oka, gdyż Alice wykorzystał głównie ciepłe, pastelowe barwy.

Cykl „Gwiezdny zamek” nie jest wielkim dziełem. To lekka historia łącząca nieco nauki z historią i przygodą, którą przyjemnie się czyta. A jeśli się jeszcze przy tym ma naście lat, to wyobrażam sobie, że może  zawładnąć sercem.

 

Łasuch. Tom 1 – Jeff Lemire

Rogacz kontra świat

Marek Adamkiewicz

Postapokalipsa niejedno ma imię. Ten podgatunek fantastyki obecny jest w popkulturze od bardzo dawna i przyniósł nam już wiele znakomitych lub choćby tylko bardzo popularnych tytułów. Czy mamy więc prawo oczekiwać, że w ramach tego, nieco już wszak wyeksploatowanego, nurtu, otrzymamy coś interesującego? Oczywiście, że tak. Bo nawet korzystanie ze znanych ram i poruszanie się w określonej konwencji nie determinuje jakości fabuły – ta zależy wyłącznie od autora, a tym jest tu Jeff Lemire, który niejednokrotnie już udowodnił, że co jak co, ale talent ma i potrafi tworzyć poruszające historie. Szanse, że „Łasuch” będzie komiksem przynajmniej interesującym, były więc całkiem spore.

Przez świat przetoczyła się niszczycielska zaraza. Większa część populacji zginęła, a nieliczni ocalali i tak czują na sobie piętno śmierci. Jedynymi odpornymi na wirusa okazały się hybrydy – rodzące się wyłącznie po pandemii krzyżówki ludzi i zwierząt. Kimś takim jest Gus, dziewięciolatek z wyrastającymi z głowy jelenimi rogami. Żyje on wraz ze swoim ojcem w głębi lasu, gdzie ukrywają się przed innymi ludźmi. Chłopiec od najmłodszego jest uczony, żeby nigdy nie opuszczać puszczy i nie ufać nieznajomym. Jednak gdy jego opiekun umiera, Gus, poniekąd do tego zmuszony, wyrusza w podróż do tak zwanej Ostoi, a jego towarzyszem zostaje niejaki Jeppard, tajemniczy mężczyzna, który ratuje chłopaka przed pewną śmiercią.

Książę nocy – Eliza, Powrót do Ruhenbergu – Yves Swolfs

Książę nocy

Jagoda Wochlik

Yves Swolfs jest znanym belgijskim twórcą komiksowym. To jeden z tych przypadków, kiedy scenarzysta i ilustrator to ta sama osoba. Wydany w lipcu przez Egmont czwarty tom „Księcia Nocy” zawiera w sobie dwa zeszyty oryginalnej serii – „Elizę” i „Powrót do Ruhenbergu”. Spod jego ręki wyszły także scenariusz do serii „Vlad” oraz scenariusz i rysunki w serii „Durango”.

Po ucieczce ze szpitala psychiatrycznego Victor podejmuje trop Księcia Nocy. Ten jednak nieoczekiwanie doprowadzi go także do Elizy, z którą łączą go niezałatwione sprawy. Ostatecznie, podążając tropem krwiopijcy, Victor wraz z pomagającą mu czarownicą trafia do górzystej wioski Ruhenberg. Tam dochodzi do ostatecznej konfrontacji między wiekowym wampirem i ścigającym go łowcą.

Yves Swolfs stworzył serię, która podczas lektury początkowych tomów zrobiła na mnie duże wrażenie. „Książę Nocy” łączy w sobie elementy horroru i niesamowitej przygody, autor dodaje nawet szczyptę kryminału. Mamy tu wszystko, co dobra opowieść o wampirach sprzed epoki „Zmierzchu” mieć powinna: mrożącego krew w żyłach potwora, poszukującego go młodego człowieka naznaczonego przeznaczeniem, niewinne kobiety wplątane w całą tę kabałę i wielkie gotyckie zamczysko na odludziu, pełne krypt i tajnych przejść.  Jest mrocznie i niepokojąco. Owszem, to prawda, Swolfs bierze na warsztat historię opowiadaną już milion razy, ale snuje ją w tak porywający sposób, że naprawdę chce się ją poznawać.

Komiks ma niesamowity klimat. Swolfs osadza swoją historię na początku XX wieku. Wraz z nim będziemy przemieszczać się przez różne europejskie państwa. Zwiedzimy wielkie metropolie i małe wioseczki. Zajrzymy do rezydencji magnatów i cygańskich taborów.

Nawet jeśli nie przekonuje Was sama fabuła, to z „Księciem Nocy” warto się zapoznać dla samych rysunków. O rety, jak to jest narysowane. Prawdziwa rozkosz dla oka. Kadry naprawdę zachwycają.

Superman Odrodzony – Dan Jurgens, Peter J. Tomasi, Patrick Gleason, Patch Zircher, Doug Mahnke i inni

Kryzys tożsamości

Marek Adamkiewicz

Oba ukazujące się obecnie w Polsce cykle z Supermanem w roli głównej starają się uporządkować bałagan, który pojawił się w życiu głównego bohatera wraz z początkiem „Odrodzenia”. Nie dosyć, że przez pewien czas na świecie funkcjonowało dwóch prawdziwych Supermanów, to w dodatku kilka innych osób aspirowało do noszenia charakterystycznego „S” na piersi. A jakby sytuacja była za mało skomplikowana, na arenie wydarzeń pojawił się Clark Kent, który nie był ani Supermanem z Ziemi powstałej w ramach „Nowego DC Comics”, ani tym sprzed Flashpointu. Wraz z biegiem obu serii ta zagadka pozostawała otwarta i w końcu nadszedł czas, by rozwiązać tę, frapującą wielu czytelników, kwestię.

Życie Supermana układa się dobrze – ma kochającą żonę i syna, który uważa go za wzór do naśladowania, a pozostali herosi tego świata w końcu go zaakceptowali. Na tym idealnym obrazku istnieje jednak pewna rysa. To Clark Kent, którym w cywilu jest wszak sam Człowiek ze Stali. Kim więc jest ta druga, tajemnicza wersja? Nic nie wskazuje na to, by miała nieczyste intencje, bo wszystkie testy, którym była dotąd poddana, wypadły pomyślnie, nie wykrywając żadnego nadużycia. Ale gdy pewnego dnia rzeczywistość wokół Supermana zaczyna się rozpadać, a Jon wydaje się znikać z tego świata, okazuje się, że drugi Clark wcale nie jest tak niewinny, jak mogło się wydawać. Żeby go pokonać, bohaterowie będą musieli odkryć jego prawdziwą tożsamość.

Ta, zawarta oryginalnie w obu głównych seriach poświęconych Supermanowi, historia, charakteryzuje się mocno akcyjnym wydźwiękiem. Pod tym względem bardziej czuć tu ducha jurgensowego „Action Comics”, co mnie akurat bardzo cieszy, bo to ten tytuł stoi na tę chwilę wyżej niż „Superman”. Wydarzenia toczą się w bardzo szybkim tempie, co nie pozwala na moment nudy. Każdy kolejny zeszyt wypełniony jest akcją, a co najważniejsze – ten przygodowy klimat sprawia wrażenie naprawdę niewymuszonego i luźnego – wyraźnie widać, że scenarzyści mieli dużo radości, pisząc tę opowieść.

Diabelski Młyn – Aneta Jadowska

Ostatnia bitwa Nikity

Anna Szumacher

Są takie duety, które pasują do siebie idealnie. Jak Shrek i osioł, Sid i Nancy, krem z kury i grzanki… Nikita i Robin to właśnie taki duet. Ich stosunki najlepiej charakteryzuje cytat z najnowszej książki Anety Jadowskiej, czyli „Diabelskiego Młyna”. Na stronie 280 możecie znaleźć fragment: „Robin zaryzykował życie, sięgając po ostatnie kostki czekolady należącej do kobiety w piżamie, z twarzą spuchniętą od płaczu. Cóż, nie od dziś żył na krawędzi”. I to wasze ostatnie spotkanie z tą dwójką… prawdopodobnie.

Tak, nieutuleni w żalu czytelnicy (hm, może bardziej czytelniczki?), trylogia o Nikicie dobiegła końca. Zabójczyni z Zakonu Cieni zrobiła jeszcze jedną, ostateczną rozpierduchę, a trupy latały wysoko, choć nie tak wysoko, jak cyrkowcy z Czarnego Taboru zorganizowanego przez Cygańskiego Księcia. Czy finał, który zaserwowała nam Jadowska, jest satysfakcjonujący? Cóż, w przypadku serii o Nikicie można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że pierwszy tom był najsłabszy, a potem było już tylko lepiej. Może właśnie przez partnerską, wyłącznie przyjacielską chemię, która pojawiła się między Robinem i Nikitą, kiedy już ustalili, że może się jednak nie pozabijają. No chyba że to będzie walka o naprawdę ostatnią kostkę czekolady…

Pod koniec drugiego tomu Nikita i Robin narobili zamieszania, ale przy okazji ustalili, że muszą wybrać się do legendarnego Archiwum, bo tam znajdą odpowiedź na pytanie: kim, do diabła, jest Robin i o co w ogóle chodzi z jego nieustannym respawnem. I głównym problemem nie był fakt, że muszą sforsować supertwierdzę pełną maniakalnych zabójców, kontrolowanych przez nadmiernie ambitną szefową Serano (taka Irena wersja max), tylko że droga wiedzie przez Bezdroża. Nikita i Robin sami nie przejadą, bo nawet jeśli są w stanie zabić wszystko, co się rusza, to ich psychika może tej wycieczki nie znieść. Po krótkich ustaleniach dołączają więc do magiczno-cygańskiej odmiany taboru wędrującego przez Bezdroża i to jest początek kłopotów.

Wonder Woman #3. Prawda – Greg Rucka, Liam Sharp

Wonder Woman Tom 3. Prawda

Jagoda Wochlik

Wonder Woman nie jest w Polsce zbyt popularną bohaterką komiksową. Choć po premierze jej solowego filmu nieco się w tym względzie poprawiło, nadal pozostaje w tyle za takimi postaciami jak choćby Czarna Wdowa czy Scarlet Witch od Marvela. Jeszcze mniej osób ma świadomość, co kryje się za jej genezą. Wonder Woman wymyślił profesor psychologii, William Marston, twórca prototypu wykrywacza kłamstw. Był zapalonym feministą, który twierdził, że rządy powinno się oddać w ręce kobiet, gdyż są silniejsze i odważniejsze od mężczyzn, a do tego zostały stworzone do sprawowania władzy. Kochał dwie kobiety, z którymi jednocześnie mieszkał i żył – mowa o jego żonie, Elizabeth i ich wspólnej asystentce, Olive. To na ich cechach – prawości, odwadze, niezależności – miał oprzeć pomysł na kreację księżniczki Amazonek. Natomiast lasso noszone przez bohaterkę miało sygnalizować wynalazek, nad którym wspólnie pracowali. Gdy na jaw wyszedł związek łączący całą trojkę, bohaterka, podobnie jak jej twórca, popadła w niełaskę. Dobrze, że za sprawa filmu Patty Jenkins i serii DC Odrodzenie postać ta przeżywa swoisty renesans. W Polsce ukazał się właśnie trzeci tom serii „Odrodzenie” zatytułowany „Prawda”.

Odpowiadają za niego Greg Rucka i Liam Sharp. Rucka to zdobywca nagrody Eisnera za komiks „Whiteout: Melt”. Pisał scenariusze do „Elektry” i „Batmana”. Tworzył też autorskie projekty, jak choćby „Za Królową i Ojczyznę”. Liam Sharp z kolei przygotował rysunki do „Spidermana” i „Testamentu”.

Wonder Woman trafia do szpitala psychiatrycznego. Tajna placówka jej sprzymierzeńców, Wartownia, zostaje odkryta, a jej pracownicy wybici. Ponadto Steve Trevor i jego sojusznicy ścigani są przez grupę o nazwie Trucizna, a Wonder Woman odkrywa, że powrót do domu, do Temiskiry, może nie okazać się tak łatwy, jak do tej pory myślała.

Thorgal: Młodzieńcze lata 6. Lodowy drakkar – Yann, Roman Surżenko

Thorgal: Młodzieńcze lata 6. Lodowy drakkar

Jagoda Wochlik

Pierwsze wydanie „Thorgala”, serii komiksów autorstwa Jeana Van Hamme’a (scenariusz) i Grzegorza Rosińskiego (rysunki) miało miejsce w 1977 roku. Dziś ma już ona status kultowej. Liczy kilkadziesiąt tomów, zaadaptowano ją na powieść, na jej podstawie nagrano też dwa audiobooki. W ciągu tych lat zaczęło też tworzyć serie poboczne. Częścią jednej z nich, zatytułowanej „Młodzieńcze lata Thorgala”, jest „Lodowy drakkar”. Stanowi on szóstą i zarazem najnowszą odsłonę tej serii, która zarówno w oryginale, jak i w języku polskim ukazała się w 2018 roku.

Aaricia zaginęła. I choć jej ojciec wysyła okręty na poszukiwania, wracają z niczym.  Gandalf wydaje się bardziej zajęty próbą doprowadzenia do swojego ślubu z pojmaną dziewięć lat wcześniej królową Silvią niż zaginięciem własnej córki. Losami dziewczyny zainteresowany jest właściwie przede wszystkim Thorgal, gotowy zrobić wszystko, aby ją odzyskać.

Sherlock Frankenstein i Legion Zła – Jeff Lemire, David Rubin

W poszukiwaniu Czarnego Młota

Marek Adamkiewicz

Pierwsze dwa uderzenia „Czarnego Młota” były prawdziwie miażdżące. Nowa seria Jeffa Lemire’a od samego początku zachwycała nieszablonowym podejściem do tematyki superbohaterskiej i nowym spojrzeniem na motywy ograne na setki różnych sposobów. W obliczu bardzo pozytywnej reakcji fanów i krytyków nijak nie dziwi, że autor dalej eksploruje to nietuzinkowe uniwersum. Tym razem jednak mamy okazję zapuścić się w nowe rejony świata przedstawionego – zostawiamy na boku Abrahama Slama i resztę uwięzionych w innej rzeczywistości herosów i stajemy się świadkami poszukiwań córki Czarnego Młota.

Lucy Weber zrobi wszystko, by odnaleźć swojego ojca. Czarny Młot zaginął prawie dekadę temu w wyniku potyczki z Antybogiem. W walce z nim zniknęli również inni najwięksi bohaterowie Spiral City. Wówczas Lucy była dziewczynką, a teraz, już jako osoba dorosła, za cel obiera sobie wyjaśnienie tamtej sprawy. Jako dziennikarka ma większe pole manewru niż inni obywatele, co też próbuje wykorzystać – chce ustalić miejsce pobytu Sherlocka Frankensteina, dawnego superzłoczyńcy, który może posiadać ważne informacje dotyczące tragedii sprzed lat. Żeby do niego dotrzeć, musi się jednak sporo natrudzić. Cel jej poszukiwań wcale nie chce zostać znaleziony.

Strony