Adrian Turzański

Umarł król

Szabli wdałych szarchy żnur

Platynowa luna, martwy król.

Zmrokiem wstrzec, Heliosie świetść

Na polanach wryśnieś krwi-kwieć.

Bzdycząca stal, honoru mara

Uderza młot – Tetydy kara.

Nie ten Ragnarök

Wiedza to potęga

Francis Bacon

Ucieszyć się, nie ucieszył Loki, arcyoszust i ojciec potworów, gdy hen w sferach poza czasem i przestrzenią poznał Wróżbę Wölwy, zwiastującą jego rychły upadek. Rychły, bowiem Baldr padł godzony jemiołową strzałą Hodura przed dwoma laty. Co zresztą było sprawką samego mistrza kłamstw. 

Złość na Asów, jaka go ogarnęła, mimo że tęga i potępieńcza, nie trwała długo.

Krwiobiorca

Wbijając kły w ofiarę, zawsze czuł wyrzuty sumienia.

Głód oraz rozkosz, jakie dawała krew, były jednak zbyt wielkie, aby się powstrzymał. Słodki nektar powoli studził pragnienie, miód oblewał płonące serce, a zastrzyk energii nie pozwalał przestać.

Niemniej, miał zasady i wiedział, że niedługo będzie zmuszony zapłacić konkretną cenę.

Ofiara przestała się szarpać, nogi nie kopały już o ścianę, ciało bezwładnie zawisło – wyżęte i wysuszone niczym gąbka na pustyni.

Otarł rękawem usta, odrzucając na bok zewłok.

Pierwszy etap skończony.

Cajber

Odkąd ludzkość wymyśliła zaawansowane technowszczepy, czyniące z myśli globalną sieć pełną informacji, obrazów i wszystkiego, co siedziało w umyśle człowieka, świat stał się bezpiecznym i nieintymnym miejscem.
Wszyscy byli połączeni.
System Wszechmyśli nie miał usterek, nigdy nie nawalał i zawsze wszyscy znajdowali się w jego zasięgu dzięki licznym urządzeniom, przekaźnikom oraz satelitom rozmieszczonym na globie i wokół niego.
I właśnie to była największa wada tego systemu…

Narrator

Bóg powierzył mu tylko jedno zadanie.
Miał snuć opowieść.
Opowieść bynajmniej nie prostą, choć nigdy nie dostał żadnych wytycznych, wskazówek, ani wymogów. Po prostu miał pisać.
Jako jedyny znał część zamysłów Pana. Nigdy nie dostał ich w formie tablic, pergaminu, nie otrzymał wprost z ust Przedwiecznego, nie miał obrazu z wciąż zmieniającym się pejzażem. One same przychodziły. Wystarczyło, że zasiadł do księgi. Zwanej Losem.

Krampus

Chłopiec ryknął tak głośno, że niemal zbudził rodziców, śpiących w drugim skrzydle nowobogackiej rezydencji. Na szczęście wprawne pociągnięcie pazurzastej rękawicy ucięło głos bachora. I głowę.

Krampus przejechał dłonią po czole. Oznaczył malca z Listy Niegrzecznych krzyżykiem i wziął się za pakowanie atrakcyjnych przedmiotów, takich jak zabawki, piłka czy laptop, do worka bez dna.

Kości

Sachalin sięgnął po wysadzany szlachetnymi kamieniami złoty puchar, przystawił go do ust i zakołysał nim niby lampką z winem. Potem zajrzał do środka i z niechęcią upił łyk. Skrzywił się. Zapełniająca czarkę woda nie przypadła mu do gustu. Była stęchła, wznosiły się nań mizerne glony i bodaj garść pyłu.

Po raz wtóry przyjrzał się pięknemu kielichowi, wartemu wówczas tyle, co unoszący się w powietrzu kurz.

Skrzypnęły drzwi spiżarki. Uniósł wzrok.

Subskrybuj RSS - Adrian Turzański