Klaudia Sowiak

Integracja

Gdy wyjrzałam przez okno, przez moment miałam wrażenie, że spoglądam do wnętrza pralki. Deszcz, zamiast spadać na ziemię, zgodnie z siłami fizyki, wirował, tworząc wodniste kule. Stałam i patrzyłam z zafascynowaniem, jak największy wir dzieli się na kilka mniejszych. Próbowałam zogniskować wzrok, spojrzeć w dal, zobaczyć, czy zjawisko obejmuje też niebo nieco dalej, na wysokości sklepów przed jedynym wieżowcem w okolicy. Wodniste kule zdawały się jednak okrążać jedynie mój balkon, później okno…

Paszportowe

– To są jakieś kpiny – prychnąłem.

– Pan tak po prostu wygląda – odpowiedział fotograf beznamiętnie.

– Nieprawda! Proszę wykonać jeszcze jedno zdjęcie!

– Specyfika paszportowych. Anfas nie wygląda się dobrze. A pan też najpiękniejszy nie jest.

Fotograf długo wsuwał zdjęcia w kopertę. Rzuciłem banknotami, nie czekając na resztę i schowałem fotografie do kieszeni. Dopiero gdy dotarłem do domu, znalazłem pomiędzy nimi małą, odręcznie wypisaną karteczkę: „Nie mogłem zrobić lepszych zdjęć, musi mi pan uwierzyć. Podpisałem zobowiązanie. Boję się”.

Serwis

− Cicha noc, święta noc, kurwa… − wymamrotał Thomas, kiedy w biurze rozdzwonił się telefon. Strząsnął z koszulki okruchy chipsów. Zatrzymał odtwarzany na komputerze film. Zbyt leniwy, by wstać, odepchnął się nogami i podjechał obrotowym fotelem do drugiego biurka. Podniósł słuchawkę, odchrząknął.

− Serwis “Twoja lodówka i my”. Czym mogę służyć? − zapytał. Zauważył, że na kolanach zostało mu jeszcze pół kawałka chipsa. Wsadził go sobie do ust.

− Ta lodówka… Ona… zabiła mi córkę − wyszeptała kobieta.

Baba Cukierjaga

– Kochanie, może pójdziemy do cukierni – zaproponował Piotr, trzymając Alicję za rękę. – Nie mamy już ciasta do kawy.
– Zjadłeś wszystko? – zdziwiła się kobieta, lecz na jej twarzy wciąż czaił się subtelny uśmiech. Gładząc dłoń ukochanego, skręciła z nim w boczną uliczkę. – W tej okolicy w ogóle jest cukiernia?
– Mhm. Znajomy z pracy mówił, że najlepsza w mieście. – Wskazał dłonią świecące jaskrawo litery, układające się w napis „Baba Cukierjaga”.

Bo dziadek nie umiał w grę

Listonosz przyniósł paczkę zaskakująco szybko. Wygrany w konkursie prestiżowego magazynu plecak z oprogramowaniem wraz z kamizelką oraz okularami wirtualnej rzeczywistości lśniły wśród zwojów gąbek i folii bąbelkowej. Andrzej ostatkiem woli powstrzymał się od chwycenia pojedynczych pęcherzyków powietrza w palce i zniszczenia ich w opuszkach. Choć tak długo oczekiwał na ten sprzęt najnowszej generacji, dziecinne instynkty wciąż brały nad nim górę. Wziął głębszy oddech i z namaszczeniem zaczął wyjmować zawartość pudła. Chyba dopiero wtedy zdał sobie sprawę z czym naprawdę ma do czynienia.

Bajka o zbieraniu truskawek

Pewnego razu szef dużej firmy zauważył, że od jakiegoś czasu korporacja osiąga marne wyniki. Dwoił się i troił, by to poprawić – wynajmował najlepszych mówców motywacyjnych, którzy tłumaczyli, że sukces jest na wyciągnięcie ręki. A jednak nic to nie dawało. Pracownicy siedzieli za biurkami dłużej niż zwykle, głowili się nad problemami bardziej niż zwykle, lecz nadal nie widać było rezultatów. Szef pomyślał, że problem musi leżeć w integracji. Dlatego też wziął kredyt i ufundował pracownikom weekendowy wyjazd na agroturystykę.

Droga na Costa Brava

Lubiłam nocne spacery. Zazwyczaj wychodziłam z domu po zmroku, obserwując miasto, które gasło, stygło. Miałam swoje ulubione miejsca. Szczególnie lubiłam przechodzić pod północnym murem cmentarza. Znajdował się na wzgórzu, więc mogłam stamtąd obserwować całą panoramę miasta. Wtedy czułam się naprawdę wolna. Kiedyś zabierałam na te spacery przyjaciół, jednak oni nie rozumieli. Zdawali się nie czuć, nie widzieć tego, co ja. Świateł błyszczących w ciemności i wilgotnego powietrza, które dawało mi poczucie, że żyję. Nie rozumieli i byli rozdrażnieni. Dlaczego chodzę

Bezkofeinowa

Dręczy mnie pewien obraz. Siedzę w kawiarni z ojcem. On pije mocne espresso. Ja jestem dzieckiem - wystarcza mi czekolada z bitą śmietaną. Milczymy. Przyglądamy się ludziom podchodzącym do baru. W większości to studenci, którzy mają przerwę w zajęciach. Do moich uszu co pewien czas dobiega jeden wyraz. „Bezkofeinowa”. Kiedy o nim myślę, nadal mam ciarki na plecach. Ci ludzie nie wiedzieli, jakie będą konsekwencje ich decyzji.

Subskrybuj RSS - Klaudia Sowiak