Patrycja Żurek

Migawki

Topole szumiały, mimo że zebrani na cmentarzu ludzie nie czuli powiewów wiatru na rozpalonych od gorąca policzkach. Nisko, dużo poniżej koron drzew, powietrze pozostawało nieruchome i ciepłe niczym oddech.

Słońce wyglądało jak biały olbrzym. Zniknął gdzieś błękit nieba, przesłonięty przez ogromną, rozpaloną kulę. Swoimi gorącymi promieniami sięgało głęboko pod ziemię. Wysuszyło glebę na wiór i nawet wilgotne kawałki gliny z najgłębszego miejsca grobu szybko obsychały, nabierały szarej barwy i pękały.

Bezkofeinowa

Prawą, głuptasie, prawą! Klepnęłam się w czoło i westchnęłam zirytowana. Znów pomyliłam stopy i wstałam lewą nogą. No jak można się tak zakręcić, co? Facet na egzaminie na prawo jazdy nawet nie skomentował, jak kilka razy skręciłam nie w tę stronę, gdzie trzeba. Cud, że mnie nie oblał.

Lewa noga, ja pierdolę! I co teraz będzie z dnia? Kupa. Przecież tego uroku cofnąć się nie da. A do tego jeszcze poniedziałek. Pierwszy dzień w nowej pracy. Oj, Kaśka, Kaśka, toś się wpakowała w…

Zresztą nieważne.

Subskrybuj RSS - Patrycja Żurek