Marcin Majchrzak

Noże o poranku

Przyszli o świcie. W dłoniach dzierżyli ostre noże. Weszli na nasz teren bez pytania i rozpoczęli rzeź. Byłem schowany, ze swojej kryjówki obserwowałem, jak ginie cała moja rodzina. Pierwszy był ojciec, potem matka, na końcu rodzeństwo. Nie mieli litości, nie oszczędzili nikogo. Zwłoki rzucali w jedno miejsce, na kupę, jak bele drewna lub stos kamieni.

Subskrybuj RSS - Marcin Majchrzak